poniedziałek, 28 stycznia 2013

Przedostatnia para








Uszycie zasłon do naszej sypialni "wpadło" mi tak poza kolejką. Akurat kupiłam niebieski materiał(dokładnie to zasłony, ale z założeniem: do przeróbki) na podkład i... nie mogłam nie zabrać się za szycie. Zajęło mi to w sumie ze 4 godziny. Materiał śliski - tafta, więc odmierzanie, przycinanie, podkładanie i obszywanie troszkę czasu zabiera. Dodatkowo było tam jeszcze płócienne podbicie, które też trzeba było podłożyć. Dopiero na taką bazę naszywałam haftowany tiul.


Efekt jest taki:





Góra jest dość mocno marszczona  tylko tyle; bez falban, bez niczego dodatkowego.





Tiul połyskuje na granatowo, bądź złociście, zależnie od kąta padania światła. 




Przy cięciu tiulu - kupionego w Polsce z metra - pomagał małżonek, choć krzyczał, żebym go nie skaleczyła. 


I jeszcze zbliżenie na złote gałązki:




Teraz czas na materiał haftowany w kwiatki, który pokazywałam w poprzednim wpisie. Chyba, że wsiąknę w szydełko, co też może nastąpić:)

sobota, 26 stycznia 2013

Kolejne zasłony








...ale tym raz bardzo, bardzo proste. 


Podkład w kolorze ciemnego fioletu i na to delikatna firanka z nadrukowanymi księżniczkami.





Dzięki firance - to nie tiul tym razem - pokój troszkę się rozjaśnił. Do tego księżniczki, ale już nie takie dla małych dziewczynek, z czego Gosia niezmiernie zadowolona. 



Firanka naszyta z pozostawieniem bocznych, ciemnych listw. Nie przeszywałam materiału wzdłuż brzegów, układa się swobodnie, ale zastanawiam się, czy jednak nie za swobodnie. Możliwe, że po krótkim użytkowaniu jednak przyszyję. 




I jeszcze jedno zbliżenie:



Dodam tylko, że pokój Gosi wciąż "się maluje", to znaczy powstają kolejne partie wzoru; ponieważ jednak mam sporo innych zajęć, nie pokażę tak szybko efektu, a i dziecko nauczyło się już cierpliwości i mówi: to nic mamusiu, że jeszcze nie skończyłaś. 


wtorek, 22 stycznia 2013

Twórczo





Kilka dni temu powstały kolejne obrazki. 

Dziadkowie przysłali farby w tubkach... ale uwaga, w tubkach z pędzelkami. Po kliknięciu strona, na której można zobaczyć to cudo. Zatem... dzień malowania nie mógł się nie odbyć już w tej chwili!


Pustynia w wykonaniu Moniki:





Dziewczyny malowały na gotowych tłach przygotowanych kilka dni wcześniej; poniżej zdjęcia przyszłego morza, teraz tylko tło - suche, gotowe do dalszej przeróbki:




Tutaj prace Moniki i Izabelki:


Izabela jest autorką abstrakcji wszelkich. 


Zieleń i kwiaty, to Małgosia:


Nawet miała wielką chęć podpisania "kwiaty", ba, podpisała, po angielsku; wdarł się tylko mały błąd, ale proszę jej to wybaczyć, wszak uczy się pisać i czytać w dwóch językach:)


Kolejne prace Gosi:


Jedna z nich to też pustynia. Widać już różnicę, która wynika z wieku i większej wprawy, w porównaniu do obrazka Moniki.


Dziś był kolejny dzień pod tytułem: malowanie. Tym razem jednak dziewczyny użyły uszytych "natentychmiast" fartuchów do prac wszelakich. Prezentacja odbędzie się innym razem. Powiem tylko - fartuchy spełniły swoją rolę. Ubranie wierzchnie(na czas malowania stające się spodnim) pozostało nietknięte.

niedziela, 20 stycznia 2013

Tańcowała igła w maszynie...











...i wytańcowała, jeszcze przed świętami, poszewki na poduszki. Poszewki powędrowały do mojej siostry. Nawet pełnej dokumentacji nie mam, bo przyjechała do nas i nie mogłam sobie tak pstrykać zdjęć, skoro miał to być prezent. 


Pierwsza powstała z takiego materiału:


Pionowe paski są obwiedzione złotą nitką, która lekko tutaj błyszczy. Czerwień, oczywiście zupełnie nie taka, ale nie miałam czasu bawić się aparatem. Faktem jest, że połysk jest taki, jak na zdjęciu.

Druga poszewka kolorystycznie identyczna, bo materiały pochodziły z jednego próbnika, wzór natomiast "troszkę" inny:


Gotowego produktu nie mam, tylko próbkę materiału, który też ma ten sam połysk.


Z tyłu obie uszyte są identycznie: 


Materiał o głębokiej czerwieni, połyskujący, z matowym kwiatowym wzorem, który pod pewnym kątem daje wrażenie znacznie ciemniejszego.


Dwa dni temu powstały zasłony do pokoju Moniki i Izabeli. Materiał przyleciał z Polski: 



Ponieważ jest to cienki tiul z nadrukiem, a miały powstać z tego zasłonki, dałam podbicie z podwójnego materiału w kolorze kremu.
Podczas przyszywania wierzchniego materiału, brzeg celowo przesunęłam o ok. 3mm, uzyskując efekt... nie wiem, jak go nazwać, ale o to mi właśnie chodziło:



W pokoju wyglądają tak:


Zdjęcie z użyciem lampy...

...i bez lampy:


Ponieważ księżniczkowy materiał był o ok. 30cm dłuższy od podkładu, odcięłam białą górę, po czym lekko marszcząc przyszyłam nad rzędem dziurek, w które wkłada się drążek karnisza. Falbanka ładnie maskuje wszystko, przy czym nadaje lekkości. Nie wiem, jak Wy, ale ja kocham falbany i prawie wszędzie je stosuję. Wydaje mi się, że pasują do wystroju mojego domu.
Teraz zasłony spełniają dodatkowa funkcję: ponieważ są dość grube, bardzo skutecznie stopują zimne powietrze, wpadające przez nieszczelne okna. Aby mocniej zaciemnić pokój, wystarczy zaciągnąć roletę.



W przygotowaniu do cięcia leży kolejny materiał - tiul oczywiście. Tym razem z haftem:


Zabiorę się za niego niedługo, zaraz po tym, jak uszyję zasłony do pokoju Gosi.

środa, 16 stycznia 2013

Nawiązując do komentarza



       
  • Nawiązując do komentarza



    ...mojej przyjaciółki Asi. 

    Kiedy pierwszy raz(po wielu latach) nadeszła straszna, mroźna i śnieżna zima, a było to 3 lata temu, coś takiego jak skrobaczki do szyb samochodowych nie było popularne. Nie mówię, że nie było tego w sklepach, bo pewnie gdzieś tam się przewalało, zakurzone i zapomniane. Dopiero w trakcie trwania tego kataklizmu nagle wysypało w sklepach takim sprzętem. Można było kupić nie tylko skrobaczki, ale także odmrażacze "walące" amoniakiem, ekrany na szyby i co tam jeszcze. Mój mechanik zalecił mi dolać do chłodnicy specjalny płyn do -25 stopni(Boże uchroń nas przed takimi temperaturami w Irlandii!). 
    Większość ludzi - mówię tu na podstawie moich irlandzkich sąsiadów z najbliższego otoczenia - używała i używa nadal, najszybszego i podobno najskuteczniejszego "odmrażacza" szyb - wody z dzbanka. Niektórzy polewają nawet ciepłą. Wszystko pięknie wygląda do czasu... W tym roku słyszałam o dwóch przypadkach pęknięcia szyby, a ile ich było naprawdę? Może nie tak dużo, w końcu szkło jest an pewno hartowane, ileś czasu wytrzyma. 
    Ja, jak ten odmieniec, pędzę rano na parking i skrobię szron na szybach(żeby było szybciej), albo odpalam samochód, po czym wracam do domu. Tak, mam to szczęście, że u nas jakoś nie kradną, bo samochód za domem, nawet nie słyszałabym i nie widziała, kiedy ktoś nim odjeżdża. Po kilku minutach mam czyste szyby i rozgrzany silnik. Dla pewności pryskam odmrażającym płynem na całej długości wycieraczek(żeby nie odrywać ich jak duża część osób tutaj). 

    Po pamiętnej zimie, kiedy to samochody tańczyły walce na szosach(sama pamiętam, jak mój renault zaczął kręcić piękny łuk, wyjątkowe wrażenie), z początkiem listopada, w sklepach pojawia się cały zimowy osprzęt. To, że niektórzy z niego nie korzystają, to kwestia ich wyborów. 

    W tym roku dostałam nawet dwa ekrany antyszronowe(nazwę podały mi google) na przednią szybę. Jeden był prezentem - dała go babcia Lucii - przyjaciółki Moniki. Pokryty folią aluminiową, świetny, podobno sprawdza się w użyciu: wycieraczki nie przymarzają(aluminium) i szyba czysta. Kiedy próbowałam go założyć, nijak mi nie pasował. Brakowało go albo tu, albo tam. Stałam tak na parkingu jak matoł, wiatr szarpał mi tą płachtą, aż podszedł mój sąsiad i zaoferował pomoc. Wiatr skutecznie szarpał, nadpruł brzegi ekranu(w miejscach, gdzie są takie piździołki do mocowania) i musiałam to skleić moją uniwersalną taśmą do renault(brązowa taśma do pakowania, która zawsze skleja na czas bliżej nie określony różne elementy mojego auta w razie nagłych wypadków, np. filtr powietrza, listwę na drzwiach, pokrywę lusterka). Kiedy już miałam mój "ekran" naprawiony, sąsiad zaczął go mocować i... jemu też brakowało i tu i tam. Stwierdził, że taką płachtę, to mogę dać Arturowi na jego autko, na swój potrzebuje czegoś znacznie większego:) I tak to Artur stał się szczęśliwym posiadaczem naderwanej, aczkolwiek sklejonej, osłony na "windscreen", czyli przednia szybę. Do dziś mi wypomina, że najpierw popsuję, a potem mu oddaję:))

    Drugą osłonę dostałam na naszej stacji benzynowej. Piszę "naszej", bo zawsze tam tankuję samochody. Kiedyś zapomniałam wziąć pieniędzy, ale paliwo dostałam; innym razem wyjechałam na totalnym końcu rezerwy(obawiałam się, że w każdej chwili honda po prostu przestanie współpracować z powodu braku żarcia) i podjechałam do nich po ratunek. Nalali paliwa, ja przyjechałam później i uregulowałam rachunek. No więc na tej stacji dostaliśmy kolejny ekran. Artur nie omieszkał go wyjąć i rozwinąć w aucie(bez jakiegoś konkretnego celu), po czym stwierdził, że już nie zmieści się w to samo opakowanie. Do tej pory nie wiem czy ta płachta pokryłaby moją szybę, bo jeszcze jej nie użyłam. Mróz mnie zaskoczył(jak drogowców w Polsce) i musiałam ręcznie odmrażać szyby:) 


    Także Asiu, musimy pomyśleć o czymś innym, żeby ubić interes:) ale przecież będziemy miały czas, żeby obgadać ważne sprawy.

wtorek, 15 stycznia 2013

Jedna z nowin






Jak już wspominałam, ten rok już zaczął się dla nas dość dobrze. Zaraz z początkiem stycznia firma, w której pracuje Artur, "przetasowała" ludzi na inne miejsca. Artur dostał znowu dniówki!


Ponad 2,5 roku pracował tylko i wyłącznie na nocne zmiany. Wprowadziło to na początku spory zamęt, zwłaszcza, że Izabelka miała wtedy dopiero 5 miesięcy; postawiło dom na głowie(prawie jak urodzenie kolejnego dziecka) i ograniczyło nasze dzienne możliwości i aktywności. Dziewczyny zawsze miały do mnie żal, że nie zapraszam często ich koleżanek, ale nie było to po prostu możliwe na taką skalę, jak drzewiej bywało. 
Teraz wszystko wraca do normy, choć i tego, po takim czasie, musimy się nauczyć, albo może tylko przypomnieć?

Oczywiście są i ciemniejsze strony tej radości(mniej godzin i brak dopłaty za nocne zmiany), ale... nie można mieć wszystkiego, prawda. Na tę ciemniejszą stronę medalu staram się po prostu nie patrzeć.


To nie koniec zmian, ale jeszcze nie czas o innych pisać.




Zaczęło znowu mrozić w naszych stronach. Moje auto pokryte bywa warstwą lodu i szronu. Odpalam je i po kilku minutach już jest czyste, a moi sąsiedzi Irlandczycy wybiegają, jak zawsze, z dzbankami pełnymi wody i chlust! Dwóm osobom już szyby nie wytrzymały, ciekawe dlaczego? 

Wieczorami zapalam świeczki i rozjaśniam czerń nocy. Grzejniki włączone prawie cały czas, ale temperatury niskie u nas panują. Wyobraźcie sobie wyjście spod ciepłego prysznica, gdy w łazience jest 16 stopni, no czasem nawet 18! Pewnie dlatego zahartowani jesteśmy(ostatni raz chorowaliśmy chyba z rok temu), ale w marzeniach ciągle lecimy na urlop do jakiegoś ciepłego kraju. W tym roku jeszcze pewnie nie, ale w przyszłym... marzę o wygrzaniu się w naprawdę gorącym słońcu.
Marzymy o kominku, czy chociaż o jakimś normalnym, ciepłym domu. Marzymy...



Komentarze

  • 2,5 roku same nocki?!!! Rany... Nie wyobrażam sobie... Chyba trudno jest się przestawić na taki nocny tryb. A teraz z powrotem na dzienny... 
    U nas też zimno, ale dopóki brak 20 i 30-stostopniowych mrozów, tak jak w ub. roku, to nie narzekam, do -15 st. wciąż wydaje mi się w miarę ciepło;) A do spania 16 stopni jest w sam raz:) 
    No i odporności gratuluję! Mnie też parę razy wirus próbował, ale się nie dałam... Gorące mleko i czosnek robią swoje:)
    napisał: ren-ya 2013/01/16 07:31:40
  • Ren-ya, da się przyzwyczaiś do takiego trybu zycia, ale jest to trudne na początku. Tak, 16 do spania jest ok, ja się źle wyraziłam w poście, w łazienkach podczas kąpieli mamy taka temperaturę. póki woda cię grzeje, jest ok, ale potem... 

    pozdrawiam 


    Anka
    napisał: hrabina.ee 2013/01/16 13:15:36
  • znam ból nocnych zmian jak są dzieci,czasami jest u mnie wnuk to najlepiej wyjść z domu a on chetnie dziadka by obudził bo się chce z nim bawić.
    napisał: urszula97 2013/01/16 17:39:26
  • jeszcze, w tej temperaturze to chyba szybciej bym wyszła z wanny niż weszła, mama nam zawsze pierzyny grzała na piecu kaflowym i które wyszło z łazienki to zaraz przykrywała.
    napisał: urszula97 2013/01/16 17:40:52
  • Ciekawa jestem jakież to kolejne zmiany nastąpią? 
    U nas też ciut się zmieniło, pierwsze zmiany już na blogu, reszta nabiera kształtów. I może w weekend już pokażę. 
    A z tą wodą na szybę to ręce opadają... pewnie nie macie tam skrobaczek, co? Może kupię trochę, prześlę Ci i zrobimy na tym interes życia?;))))
    napisał: Gość: jm, apn-46-169-149-170.dynamic.gprs.plus.pl 2013/01/16 19:37:11
  • Ula, na szczęście już za nami najgorszy okres, przynajmniej w tej chwili. A do temperatury można się trochę przyzwyczaić(troche, podkreślam, bo całkiem to chyba nie da rady), a i zahartowanie to jakby na plus sprawa. 


    Asiu, skrobaczki byłyby hitem 3 lata temu. teraz już mają i można wszędzie kupić. Ba, kiedy nadchodzi zima to w sklepach kupisz wszystko, de-icer'y, skrobaczki, specjalne płyny, na naszej stacji benzynowej(naszej, bo ciągle tam tankujemy, nawet kiedy nie mamy forsy, bo zapomnieliśmy i tak nam naleją) dostałam ekran przeciwko zamarzaniu przedniej szyby. ciekawe czy dostatecznie duży? 


    pozdrawiam 


    Anka
    napisał: hrabina.ee 2013/01/16 22:02:22
  • Aniu, ja wiem jak to jest jak wychodzisz spod prysznica a tu +16 albo 14... Ja rano wychodze spod koldry i lece palic w kominku a zaim sie nagrzeje w domu tojednak troche trwa... Zycze Wam, zebyscie mogli juz niedlugo wybrac sie w te cieple kraje! 
    Pozdrawiam CIEPLO, 
    Motylek
    napisał: Gość: , 2.sub-75-233-147.myvzw.com 2013/01/16 22:39:23
  • Ja najchętniej ciułała bym przez cały rok, aby zimą wyjechać gdzieś, gdzie jest ciepło. Chociaż na trochę. Nie cierpię zim. 
    Mieszkałam kiedyś na sublokatorce z piecem na wkład elektryczny, który zimą się normalnie popsuł. I przeżyłam noce +14, ubrana we wszystko co się dało i pod dwiema kołdrami i kocami. Nie mogłam spać z zimna. A przecież też wolę, jak jest chłodniej do spania. 
    Teraz przynajmniej w domu mam ciepło, bo o tym co na zewnątrz, to nawet mi się pisać nie chce... 
    Byle do wiosny!
    napisał: rest5 2013/01/20 10:52:31
  • Motylku, dla mnie najgorszy jest sam moment wyjścia, ten przeskok temperatur, potem juz z każdą sekundą łatwiej i łatwiej. 

    Rest, ja też bym ciułała i ciułała... w tym roku nawet uskładałam juz na cały wyjazd:) i co z tego? teraz jest pierwsza komunia, do tego prywatna szkoła polska, poza tym wypadły nam pewne sprawy i po naszym marzeniu o Hiszpanii. Ale może za rok... albo za dwa... Moja siora pocieszyła mnie, że nie chodzi o to, ze ja źle gospodaruję pieniędzmi; inni nie mają dzieci, nie utrzymują dwóch aut, a czasem nawet jednego, to mogą sobie pozwolić na więcej. Nic to... kiedyś... jeszcze przecież nie umieram:D 

    pozdrawiam 

    Anka

czwartek, 10 stycznia 2013

Próbki, próbki...





Utonęłam w bielach, może zakopałam się, byłoby lepszym określeniem. Kupiłam 3 różne białe włóczki i wygląda na to, że dokupię jeszcze jedną. Tak jest, jak się robi to on-line, niestety. Co prawda cenowo wyszło taniej, niż gdybym chciała wszystko to kupić na miejscu, ale prawda jest też taka, że jeszcze jedną włóczkę będę musiała zamówić. 



Najpierw poszłam do lokalnej szopy - mam na myśli lokalnego sklepu, gdzie moje oko dojrzało piękną bielusieńką(a o taka mi chodzi) bawełnę. Nie było ceny nigdzie w okolicy, ale stwierdziłam, co tam, na pewno nie będzie to majątek. Pokusiłam się o 4 motki. Kiedy podeszłam do kasy i usłyszałam cenę, myślałam, że zemdleję.Nie przyszło mi jednak do głowy, żeby zrezygnować, a szkoda. 

W domu czym prędzej zaczęłam robić próbkę, po czym po przeliczeniu oczek na wymiary wyrysowanego(pracowicie i cierpliwie - podkreślam to drugie)szablonu, zaczęłam pracę. Po jakiejś chwili wyglądało to tak:





Wiem, niezbyt imponująco, ale to dopiero począteczek. 




Jeszcze pozwoliłam sobie na zbliżenie wzoru, choć mało go widać. Sprawdzałam bardziej ażurowe i z tą włóczką nie wyglądają pięknie; zero delikatności i zwiewności. Pozostałam przy powyższym.


Tak przeżuwałam z niesmakiem moje przyćmienie w sklepie, myślałam i wymyśliłam. Jako, że był poniedziałek wieczorem, weszłam na stronę yarn paradise i przejrzałam ich ofertę. Oczywiście zamówiłam. Za 18 motków, w tym pajęczego kid mohair, zapłaciłam 24 euro, kiedy 4 bawełniane motki w Portarlington kosztowały mnie 19!!! Trudno. 

Po kilku dniach dostałam przesyłkę. I naprawdę jestem szczęśliwa. Jedyny minus jest taki:





Widzicie?

Dwie włóczki białe, ale są to dwa różne odcienie bieli. Moher jest bardziej kremowy, gdy tymczasem "trawka" jest śnieżnobiała. Moherów nie mają w innych odcieniach bieli. Pozostała mi jeszcze jedna bawełniano-wiskozowa włóczka, cieniutka(a o to mi chodzi) o nazwie "crystal white". Czy będzie to ta śnieżna biel? Mam nadzieję, bo naprawdę potrzebuję takiej.



wtorek, 8 stycznia 2013

Kolor czerwony i 13




Rok 2013 to nasz rok!!! 

Liczba 13 zawsze nam sprzyjała i różne, często dość ważne, wydarzenia jakoś tak przypadkowo wypadały 13. Choćby nasz ślub - 13 listopada, chrzest Gosi - 13 listopada, zakup renault - 13 listopada, nawet honda była prawie kupiona 13 stycznia(Artur kupił ją sobie na urodziny, 12 stycznia, ale przyjechała do nas 13; swoją drogą to niezły prezent sobie sprawił, prawda:))

Kiedy tylko wybiła pierwsza minuta 2013 roku - przynajmniej tutaj w Irlandii, powiedziałam sobie - to będzie nasz rok i tego się trzymam. Dobre zdarzenia już zaczęły się pojawiać. O tym jednak za jakiś czas... Czekają nas na pewno zmiany, poważniejsze lub nie, zobaczymy.



Tymczasem dzieciowato.


Nowy rok zaczęliśmy kreatywnie. Ponieważ dziewczyny siedziały w domu, bez przerwy coś wyciągały, cięły, kleiły i malowały.


Malowanie było najbardziej fascynujące, może dlatego, że nie jest zbyt częstym zajęciem? Tym razem były to ciężkie, kryjące farby plakatowe. Po całej imprezie kolory, głównie czerwony, były wszędzie. Na ubraniach - to oczywiste, ale ubrania były specjalne do malowania, takie już troszkę gorsze. Zawsze biorę poprawkę na to, że jakaś farba czy inna "plastyczna sprawa", może nie zniknąć po praniu, nawet tym najbardziej wyszukanym. 
Pomalowana była podłoga i stół - tu nie ma wątpliwości, w końcu na nim odbywał się proces twórczy, ale podłoga?
Kolorów dostały poduszki na krzesłach(przypomniało mi się, że miałam uszyć drugi komplet, na zmianę). Ściany też "oberwały", ale kuchnia i tak idzie pod pędzel, więc jakoś mnie to nie zmartwiło.


Efektem było kilka rysunków i przygotowane wstępne tła pod kolejne prace.  


A oto pociechy podczas całej akcji:




Najmłodsza znowu mnie zaskoczyła.




Wykazała się cierpliwością i dokładnością w zamalowywaniu połaci papieru o wymiarach A3:



Przytrzymywała paluszkiem, domalowywała białe miejsca i oceniała z pewnej odległości:




Jaki początek roku... pewnie utoniemy w tej kreatywności:) 
Ja już poobklejałam część półek i elementów odstających od płaszczyzny ścian, bądź tych, które wcale, ale to wcale nie mogą zmienić koloru. Artur puszcza parę uszami, bo kuchnia i jadalnie to dwa kolory i czeka nas (albo tylko Artura) malowanie. 
Potem pokój dzienny... farby już czekają i przytupują w schowku na narzędzia. 


Robótkowo chwilowo przycichłam, ale zapowiada się też okres wzmożonych prac.  Oby wystarczyło energii na długo. 


Zdrowotnie, wyciszyłam się sporo przez ostatni miesiąc. A z początkiem stycznia rozpoczęłam, po raz drugi, dietę oczyszczającą. Nie wiem, kiedy tym razem skończę. Póki co mija szósty dzień, czyli granicę przekroczyłam(poprzednim razem 6 dnia złamałam się i wypiłam tę nieszczęsną czarną herbatę). Troszkę boję się przerywać, bo potem sporo czasu zajmuje mi dojrzenie do ponownego podejścia. Nie jest łatwo, ale mam nadzieję, że pomoże mi to jakoś w moich problemach z zatokami i stawami. 

Trzeciego dnia, a w zasadzie w nocy, zaczęłam odczuwać silny ucisk w zatokach czołowych i nosowych. Następnego dnia zaczęło mi wszystko schodzić - nie jakoś spektakularnie, ale systematycznie przez prawie dwa dni. Z kolei piątego dnia dostałam tak silnej migreny - a tu niestety żadnych środków farmaceutycznymi zwanych, brać nie można. Wytrzymałam i po 3 godzinach samo przeszło. Za to zaczęłam odczuwać ból w stawie kolanowym, który kiedyś miałam uszkodzony. Pulsowanie odczuwam do tej pory, ale nie jest jakieś dramatyczne. 
Chyba nic poza tym nie zauważyłam...

Asiu, co Ty na takie efekty? Czy to tylko moje wyczulenie tak wpływa, czy faktycznie coś może zaczynać się "naprawiać"?