piątek, 8 listopada 2013

W końcu pojechałam do szpitala



W zasadzie powinnam napisać: w końcu dostałam zaproszenie na usg.

W styczniu, biorąc prysznic, wyczułam guzek w pachwinie. Aż mnie na moment zatkało, potem zaczęłam wymacywać dokładnie całą okolicę, następnie drugą pachwinę... Artur, kiedy tylko usłyszał o jakimś dziwnym zgrubieniu, wysłał mnie do lekarza, a żeby już mieć pewność, że tam pójdę, zarejestrował mnie na następny dzień:)
Lekarka(bo tu już zażyczyłam sobie panią, aby mnie oglądała) sprawdziła ten dziwny twór, skontrolowała węzły chłonne pod pachami i doszła do wniosku, że trzeba mnie wysłać na usg. Tak dla pewności. Podejrzewała, że może to być przepuklina, więc na wszelki wypadek miałam od tej pory uważać na siebie, żadnych ciężkich prac, dźwigania, wysiłków.... tak... już przy niej się roześmiałam i stwierdziłam, że mając trójkę małych dzieci jest to awykonalne(jak to się ostatnio mówi). Tygodnie płynęły, zamieniały się w miesiące i oto nagle dostałam termin badania - w listopadzie. Mineło prawie 11 miesięcy; całkiem nieźle, jak na tutejsze realia. W tak zwanym międzyczasie nie oszczędzałam się bynajmniej, bo i jak? Do tego doszły moje ćwiczenia z modną obecnie Chodakowską. Gibałam brzuszki, napinałam mięśnie brzucha i nie tylko(kto ćwiczył, wie, że po pierwszych treningach odczuwa się ból w mięśniach, o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia) i chyba to wszystko wyszło mi na dobre, bo guzek zniknał, a przynajmniej przestałam go wyczuwać.

W środę zrobili mi ten skan: obie pachwiny, nerki i cała reszta wnętrza, która ich zainteresowała. Generalnie jest podobno w porządku; w feralnej pachwinie węzeł jest lekko powiększony  w stosunku do tego z drugiej strony, ale nie ma paniki. Na zakończenie kobietka zapewniła mnie, że nie mam się czego obawiać, wyniki będą za około dwa tygodnie(mówiąc wyniki, miała na myśli, że jakiś pan doktor specjalista obejrzy zdjęcia i je oceni, a potem prześle to drogą elektroniczną do mojego lekarza rodzinnego).

Zatem poczekam jeszcze kilka dni i wybiorę się do naszgo Sean'a z zapytaniem co tam u mnie w środku gra? A póki co dalej trenuję, bo dzięki temu wyleczyłam sobie ból górnego odcinka kręgosłupa, który towarzyszył mi niemalże każdego dnia i nocy przez prawie rok. Ból nie był wielki, ale nieprzyjemny i uciążliwy. Po kilku treningach zmniejszył się, a teraz nie odczuwam go wcale! Chociażby za to jestem wdzięczna tej dziewczynie, że udało się jej namówić mnie na regularną, dość intensywną aktywność fizyczną.

8 komentarzy:

  1. U nas realia diagnostyczne wyglądają podobnie. A potem w gazetach alarmują, że spora część chorych byłaby do wyleczenia, gdyby do lekarza zgłosili się odpowiednio wcześnie... Doprowadza mnie to do szału! Mnie przez ponad miesiąc nie udało się dostać do ortopedy - nie ma zapisów na termin, tylko trzeba dzwonić rano i rejestrują pierwszych 15 osób. Dzwoniłam, ale zawsze, albo już nie było miejsc, albo ortopeda wziął sobie akurat wolne... Teraz albo muszę pójść po nowe skierowanie (bo skierowania do specjalisty ważne są przez 1 miesiąc), albo sobie w ogóle daruję służbę zdrowia, bo nie mam już do niej nerwów. Może mi samo przejdzie...
    Ale cieszę się, że u Ciebie wszystko gra:)
    Jeśli o kręgosłup chodzi, to momentalnie daje mi znać o sobie, gdy tylko zaczynam odpuszczać aktywność fizyczną.... Kiedyś mogłam dziergać parę godzin bez ustanku i było OK. Teraz muszę pamiętać, by robić sobie przerwy i nie siedzieć dłużej niż godzinę. Gdy tylko o tym zapominam i wracam do swoich starych nawyków, bo na przykład pochłonie mnie jakaś robótka, to natychmiast zaczynają się noce z bólem.
    Strasznie jest wymagający ten kręgosłup...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Renya, najpierw zapisz się do lekarza, a później idź ewentualnie po skierowanie :) Szkoda nerwów. Zresztą, powiem Tobie szczerze, że ta miesięczna ważność to fikcja: lekarze znają realia. Ja chodzę do różnych specjalistów (u 4 jestem pod stałą opieką) i chyba nigdy mi się nie zdarzyło, żeby u "nowego" nie respektowano mojego skierowania nawet i półrocznego (jak nie starszego!)
      Agnieszka

      Usuń
    2. Zapomniałam (wyżej) zaznaczyć, że zazwyczaj lekarze paatrzą wyłącznie na to, by rok się zgadzał :)\
      A.

      Usuń
  2. Przestraszył mnie okropnie tytuł Twojego posta!!Czytałam w napięciu,cieszę się,że wszystko wyjaśniło się pozytywnie.Mam nadzieję,że Twój lekarz potwierdzi tą diagnozę.Podziwiam za upór w treningach!!Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Chwała Ci Panie że wszystko ok, i tak trzymaj.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiele lat temu (jeszcze przed reformą) też mi się coś takiego zrobiło, tyle że potwornie bolało.
    Pojechałam do szpitala, tam zrobili mi usg, gapiło się w ekran kilku lekarzy, orzekli że to uwięźnięta przepuklina pachwinowa, a skoro tak to istnieje bezpośrednie zagrożenie życia i chwilę później zrobili mi operację.
    Obudziłam się bez węzłów chłonnych w prawej pachwinie, lekarz powiedział że to nie była przepuklina, a co to odpowie histopatologia.
    Wynik histopatologii brzmiał: Czy pacjentka nie została podrapana prze kota?
    I na tym, stanęło: choroba kociego pazura.

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz na myśli Chodakowską? Moje bieganie skończyło się po 2 razach, bo bolą mnie biodra i stopy. Od operacji (rok temu) nie ćwiczyłam mięśni brzucha i boję się, bo wciąż mnie boli brzuch, np. nie mogę leżeć na brzuchu.
    Dobrze, że wszystko w porządku. Ja bym chyba nie wytrzymała aż 11 miesięcy czekania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, ćwiczę różne zestawy Chodakowskiej i niezależnie co o niej mówią, uważam, że jest niezła. W każdym razie mi przypadła do gustu, ale żeby nie nudziło mi się robienie tego samego, wybieram różne treningi. Kiedyś też bolało mnie biodro, a w zasadzie oba(zaczęło sie po ostatnim porodzie, więc mozliwe, że w trakcie coś mi tam sie uszkodziło, albo nadwyrężyło) i kolano. Kolano skopałam sobie na własne życzenie joggingiem po asfalcie. Po pół roku wróciłam do biegania z opaską uciskową i treningi też początkowo robiłam z opaską. W tej chwili omijam ćwiczenia strasznie obciążające stawy kolanowe i póki co jestem zadowolona.
      Na pewno "postawiłam" na nowo właśnie mięśnie brzucha, które były rozlazłe po tych wszystkich ciążach, ale najbardziej cieszę się z kręgosłupa. Z tym, że jeśli zrobię sobie dłuższą przerwę(bo tak się czasem składa) od razu czuję, że musze znów ćwiczyć.


      Anka

      Usuń