niedziela, 10 listopada 2013

Killarney, Co. Kerry


Mało czasu było na spacery po miasteczku Killarney, bo wyjeżdżając do Kerry, mieliśmy na uwadze głównie większe wypady. Nasi irlandzcy sąsiedzi zapewniali nas, że atrakcji jest wiele, szczególnie wieczorem i w nocy. Zapewne, ale na takie wyjścia do pubów, czy spokojne poszwędanie się wieczorkiem, musimy jeszcze poczekać. Kilka lat...

Tymczasem wędrując sobie po parku, skręciliśmy do katedry - St. Mary's Cathedral. Jest to rzymsko-katolicki kościół, zbudowany w latach 1842-1855, w stylu neogotyckim. To jedna z piękniejszych i ważniejszych budowli sakralnych, jeśli wierzyć temu, co mówią ulotki.



Jako niemalże fanatyczka gotyku, nie mogłam sie oderwać od katedry. Chodziłam dookoło, oglądałam, podziwiałam...






Dużo zdjęć nie dane było mi zrobić, bo akurat przyjechał karawan z trumną i wciąż ktoś wchodził mi w kadr.




Te wszystkie okna i łuki są przepiękne. Kiedy człowiek znajdzie się w środku, światło, przebijające przez witraże sprawia, że jest się oszołomionemu urokiem dzieła rąk ludzkich.




Okna, okienka i okienusia...



Wieże i wieżyczki....





Do tego solidne, drewniane drzwi z okuciami:



I wreszcie wnętrze...

Co poniektórzy uważają, że wszystko jest takie wąskie, ciasne; budowla powstała bazując na planie modeli średniowiecznych. Jest wąsko, ale strzeliście. Sklepienie znajduje się niebotycznie wysoko, a smukłe kolumny tylko potęgują to wrażenie.


Chrzcielnica - cała wyłożona płytkami; no, może nie tak dokładnie cała, ale kiedy wejdzie się do środka, jest się otoczonemu tymi kolorami i kształtami. Chyba przez te płytki - przepiękne - czułam lekki przesyt.



Jedna z bram:


Wszystkie płaskorzeźby zachwycają. Sceny  z życia Maryi, stacje drogi krzyżowej...  i ponownie dużo w tym strzelistości, pięcia się ku górze...






Smukłość wszędzie, wszędzie!












W moim odczuciu, poza oczywistym urokiem architektonicznym, wszelkie odbierane wrażenia, potęgowane były przez półmrok i ciszę. Choć kręciło się tam troche ludzi, wewnątrz panował spokój, który tylko na chwilę został zakłócony przez radosne okrzyki mojej Izabelki i tupot małych nóg. Kiedy nasze dzieciaki wyszły z  katedry, znowu zapadła niczym nie mącona cisza.
W jednej chwili przyszła mi do głowy piosenka Stana Borysa "Jaskółka", a w szczególności jeden fragment:

"...katedra ją złowiła w sklepienia sieć wysoką, jak śmierć - kamienna bryła, jak sztylet - naw prostokąt..."

2 komentarze:

  1. O, jak fajnie, znajome miejsce:) Byłam tam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. przepiękna katedra, jest czym oczy ukrasić,

    OdpowiedzUsuń