piątek, 4 października 2013

Dopadło i nas




Kolejny rok, kiedy w szkole rozszalała się tutejsza przypadłośc: 24-godzinna grypa żołądkowa lub coś w tym stylu. Z tym, że naszą rodzinę dopada to średnio raz na dwa lata i za każdym razem przechodzimy to delikatniej. Dziewczyny musiały tylko dość często przebywać w tolaecie, ale obyło się bez wymiotów.
Ja po półgodzinnej drzemce poczułam się dobrze bez jakichkolwiek innych objawów. Gosia jeszcze dziś została w domu, ale Monika spokojnie poszła do szkoły.
W klasie Małgosi jeszcze wczoraj brakowało już 6 czy 7 dzieci. Wszystkie "wysypały się" w tym tygodniu.

Mam nadzieję, że na ten rok szkolny mamy juz "zaliczone" żołądkowe chorowanie:)



3 komentarze:

  1. He, he, jeszcze nigdy w życiu mnie ten wirus nie dopadł, ale moja córka co roku zaczynała w ten sposób wrzesień więc poniekąd znam ten ból:)
    Życzę zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, znamy, znamy. Póki co tylko raz, za to od razu cała rodzinka. Z jedną toaletą mieliśmy wszyscy bardzo intensywny kurs tańca irlandzkiego. Riverdance się chowa :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Renya, tutaj to jest tak popularne, że w niektórych rodzinach rok nalezy do "straconych" jeśli nie przejdą choróbska choć raz. U nas jakoś łągodnieją objawy, ale dawno temu... szkoda mówić.


    Xpil, jak juz wspomniałam u nas łagodnieje przebieg i wciąż nie dopada nas tak często, jak innych, a mając trójkę dzieciaków chodzących do szkół, przedszkoli i na wszelkie imprezy, ryzyko złapania wielokrotnieje baaaaaardzo! I w razie czego toalety mamy 3 :) ale Wam współczuję, bo pamiętam te ciężkie czasy, jeszcze z Newbridge.

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń