wtorek, 8 października 2013

A tymczasem w ogrodzie...




...jeszcze coś tam kwitnie. Póki słońce pieknie świeci, póki wiatry nie niszczą tego, co zostało, ogródek  potrafi cieszyć oko. Szczególnie w słoneczne dni.

Teraz zaczynają kwitnąć piękne astry  bylinowe, zwane popularnie marcinkami. U mnie jest to aster nowobelgijski:



Pięknie wkomponował się w żółte tło nachyłków i aksamitek. To według mnie jedno z najlepszych połączeń kolorystycznych w ogrodzie.




Na ogrodzenie zaczął się wspinać wiciokrzew. Rok sobie siedział spokojnie, nie wychylał sie za bardzo,a tego lata, nagle, zaczął z lekka szaleć. Pięknie oplata pręty ogrodzenia. Oczywiście sam z własnej woli nie poszedłby tam, gdzie ja chciałam, ale odpowiednio poprowadzony i przycięty...



Mam nadzieję, że z czasem utworzy tu piękną ścianę, odgradzająca nas od drogi.


Z frontowego ogródka przywędrowały do domu fuksje. Przesadziłam je do doniczek i mam nadzieję przetrzymać przez zimę. Niech cieszą oczy pięknymi kwiatami, zwisającymi, jak klejnoty z delikatnych gałązek.



W tylnym ogrodzie posadziłam dwa powojniki. Kupiłam je za bezcen. Wszystkie były już uschnięte, miały jakieś nędzne resztki żółtych lub brązowych liści - stąd ta przecena. Podeszłam do nich w sklepie, nadłamałam po jednym z głównych pędów i zobaczywszy, że łyko jest wciąż zielone, bez namysłu zgarnełam oba z półki.




Mina sprzedającego była conajmniej zdziwiona. Nie skomentował tego wcale, skoro głupia babka chce zapłacić za suszki, z których nic nie będzie... Artur też nie był do końca przekonany o słuszności "inwestycji", ale skoro żona się upiera i twierdzi, że rośliny są w dobrym stanie, óż pozostaje zrobić? Wyciągnąć portfel i zapłacić.



W tej chwili oba powojniki wypuściły po dwa nowe pędy. Obie rośliny zakopałam głęboko i za rok mam nadzieję na piękne kwiaty.



Pod ścianą domu stoja jeszcze jedne sierotki:


Wyhodowane z nasion - orliki. Zakwitną w przyszłym sezonie. Nasiona dostałam z jednym z magazynów ogrodniczych i szczerze powiedziwszy nie liczyłam na spektakularne efekty. Nasiona zaskoczyły mnie miło, bo wzeszły obficie i tylko pomoc mojej Izabeli przeszkodziła roślinom w dalszej kontynuacji ich roślinnego życia. Kilka sadzonek udało mi się jednak zachować.


3 komentarze:

  1. A u nas przyszły przymrozki (-7 stopni!) i skończyło się kwiatowanie....

    OdpowiedzUsuń
  2. Połączenie kolorystyczne niesamowite, uwielbiam takie kontrasty. Te fioletowe to chyba marcinki...wspaniałe....

    OdpowiedzUsuń
  3. Renya, no cóż, u nas też tak czasem bywa, aczkolwiek napewno rzzadziej nież w Polsce

    Ela, ja też kocham to zestawienie; jest tak niebywale widoczne i ożywi każdy ogród.

    Anka

    OdpowiedzUsuń