środa, 4 września 2013

Zaczęliśmy szkołę bardzo intensywnie



Rok szkolny już chwilunię trwa... Wrażenia?

Monika zadowolona chodzi do szkoły; nawet nie ma wielkich problemów ze wstawaniem po wakacyjnym leniuchowaniu do 9-tej. Dostała pierwszą nagrodę za piękne kolorowanie i liczy na to, że niedługo zdobędzie kolejną.

Gosia ma w tym roku szczególną nauczycielkę(co roku zmienia się tutaj nauczyciel, więc za każdym razem jest loteria, na kogo padnie). Już w wakacje doszły mnie słuchy i różne historie na temat tej pani. A to, że jest sroga i wymagająca(czego akurat nie żałuję) i że nawet najlepsi uczniowie sobie nie radzą, a to że złośliwa, a to że upierdliwa... nie wiem, nie miałam jeszcze przyjemności(wątpliwej, należy sądzić po opisach) spotkać tej "lady". Wiem na pewno, że blady strach padł na klasę,w tym na Gosię. Minęło jednakże 4 dni, jakoś dajemy radę. Pracy domowej jest sporo, ale ludzie! w PL miałam o niebo więcej i jakoś nie umarłam od tego. Czasem myślę, że tutejsi rodzice starają się usunąć każdą przeszkodę z drogi dziecka, nie pozwalają mu się przemęczać, za dużo uczyć, itp. Większość współczuje mojej córce, że ta, raz w tygodniu, jeździ do polskiej szkoły. Biedne, wymęczone dziecko! Tak, jest na pewno zmęczona, ale przeżyje.
Wracając do sprawy nauczycielki Gosi, to widzę tylko jeden problem: jeśli będzie w jakikolwiek sposób poniżać dzieci(tu chodzi mi osobiście o moje własne dziecię), to będziemy rozwiązywać sprawę. Jeśli problemem jest tylko dyscyplina, którą wprowadza w klasie i ilośc pracy... to damy radę. I cały czas powtarzam to mojej córce: najważniejsze, żeby znała swoje obowiązki i się z nich wywiązywała, a z resztą poradzimy sobie wspólnie.

Izabela zaczęła przedszkole. Wczoraj i dziś zaliczyła swoje pierwsze dwa dni. I tylko tyle będzie w tym roku na tydzień, bo i tak muszę to opłacić. W przyszłym roku zacznie pełen tydzień. Póki co, zadowolona wraca z przedszkola i szeroko opowiada o tym, co było i co ja spotkało. Samo przedszkole nie jest dla niej czymś nowym, bo chodziła tam po Monikę, poza tym nauczycielkę zna od strony prywatnej, jako że jest to moja koleżanka, która bywa w naszym domu. Izabela była niezmiernie oburzona, a nawet zagniewana, kiedy podczas wakacji Sheila nie zabrała jej do przedszkola!  Z wyraźnie okazanym żalem odwróciła się plecami do Sheili i poszła na górę, gdzie rozległ się płacz. Tak więc teraz będzie w końcu miała swoją wymarzoną panią, może nie tylko dla siebie, ale przynajmniej na dość długo.


Jutro jedziemy pierwszy raz w tym roku szkolnym do szkoły polskiej. Tym razem będą to czwartki. Mam nadzieję, że nie załamię się w trakcie i dotrwam do końca, do kolejnego czerwca! Może wydaje się to niektórym dziwne, ale ogarnięcie tego wszystkiego jest problematyczne. Gosia przybiega za szkoły irlandzkiej, ma pół godziny na szybki obiad, przebranie się i już śmigamy 25 kilometrów do szkoły polskiej. Tam spędza 2,5 godziny, ja w tym czasie robie zakupy(jeśli jestem z pozostałą dwójka dzieci, to jest to bardziej upierdliwe do ogarnięcia, jeśli jestem sama... to nawet przyjemne). W zimie modlę się o to, żeby nie było gołoledzi, kiedy wracamy w nocy do domu. Tylko dwa razy zdarzył mi się taki powrót w tamtym roku i nie chciałabym tego powtarzać. W domu - praca domowa ze szkoły irlandzkiej, kolacja, ogarnięcie spania, itp. Jedyną rzeczą, o której marzę takiego dnia, jest pójście do łóżka, bo naprawdę padam na pysk!
Zatem... trzymajcie kciuki, żebyśmy wytrwali. Wszyscy.




9 komentarzy:

  1. Dacie radę! Jestem tego pewna:)
    Wszelkiej pomyślności w nowym roku szkolnym dla Was wszystkich!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo intensywny rozkład jazdy, przyznaję. Ale dopóki takie żonglowanie daje pożądane efekty, nic tylko trzymać kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Renya dzięki, życzenia pomyślności jak najbardziej się przydadzą i oby sie spełniły.

    Xpil, intensywny i póki to początki, to dajemy rade, zimę też jakoś udaje się przebrnąć, wiosną błyska nowa nadzieja, ale koniec roku, dwa ostatnie miesiące - to już mordęga. więc kciuki w takiej sytuacji jak najbardziej wskazane


    Anka

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak znam Ciebie to oczywiście dasz radę ale kciuki Trzymam za Ciebie zawszę:-)))Logistyka przy więcej niż jednym dziecku jest zawsze trudniejsza. Ściskam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Edi, staram się naprawdę dawać radę, bo skoro już nie mogę pójść do pracy, to przynajmniej na miejscu staram się robic jak najwięcej. Niemniej jednak, jak to sama ujęłaś, przy większej ilości dzieci, ogarnięcie wszystkiego czasem strasznie mi idzie i niekiedy mam wrażenie, że nie dam już rady! kciuki jak najbardziej wskazane:)

    pozdrawiam


    Anka

    OdpowiedzUsuń
  6. podziwiam,jak ten pędzi wiatr, w takiej sytuacji jesteś bez szans na pracę, a to co robisz - brak słow,to 3 etaty.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ula, mam dni kiedy konam z chęci wyrwania się z domu, pójścia do pracy na 2 godziny! już nie dla pieniędzy, a dla siebie samej. Jednak w sytuacji, kiedy mąż ma pełen etat i jeszcze trochę ponad, nie mogę stawiac warunków jego szefowi, żeby dostosowywał grafik do naszych potrzeb. Póki dzieci nie zaczną normalnej szkoły po kilka godzin, nie mam za bardzo szans na pracę. Staram się więc przydać jak najwięcej w domu, staram sie zainwestować w ich przyszłość.
    Dziękuję za budijące słowa i wsparcie.



    pozdrawiam
    Anka

    OdpowiedzUsuń
  8. To ja trzymam za te dojazdy. Dasz radę.
    Wymagająca pani to chyba dobra sprawa. Sama posłałam Judytę specjalnie do wymagającej pani (na szczęści mogłam wybrać), takiej która trzyma dyscyplinę na lekcjach i wszystkie jej klasy są bardzo ułożone a dzieci zżyte ze sobą.
    W drugiej połowie września zaczniemy też zajęcia dodatkowe na basenie i chociaż to nie są jakieś wielkie odległości to też czasami brak wytrwałości, bo chciało by się zostać na fotelu pod kocykiem, szczególnie gdy za oknem szaleje mróz a w kominku ogień wesoło huczy :-)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  9. Magdalena Aneta, jeśli będzie to tylko wymagająca pani, to jak najbardziej jestem za. Po pierwszym tyg, wygląda to troszkę inaczej niż powinno; Gosia jest jakby na celowniku i cokolwiek zrobi, jest źle. Jeszcze ani razu nie została pochwalona, gdy tymczasem inne dzieci zbierają ochy! i achy!. NIc to, zobaczymy.
    Właśnie, te dojazdy... też marzy mi się czasem spokojne popołudnie, a tu szkoła!
    Tobi i sobie życzę wytrwałości.

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń