sobota, 21 września 2013

Mija wrzesień


Dziś zdałam sobie sprawę, że wrzesień zbliża się do końca, a ja nawet nie zdążyłam zgrać tych kilku zdjęć - dosłownie kilku! - które zrobiłam. Nie wiem dlaczego czas mi tak ucieka. To znaczy wiem; byliśmy wszyscy zajęci niemożebnie! Artur, wiadomo, cztery pełniutkie dni w pracy, z tego jedna nocka, czyli kolejny dzień po nocnej zmianie i tak należy w większości do Morfeusza, a nie do nas. Zostaje nam dwa dni, kiedy jesteśmy całą rodzinką i przypada to na środek tygodnia, czyli jak zawsze, ze względu na pracę męża, "weekend" u nas wypada inaczej niż u innych:)

Gosia jest w trzeciej klasie szkoły polskiej i w końcu!!! powiedziała, że lubi tę szkołę. Kamień z serca mi spadł.

Teraz dochodzę do wniosku, że dni wrześniowe uciekły nam tak szybko, bo wszystko skupiało się wkoło irlandzkiej szkoły, a dokładnie, nauczycielki.Każdy dzien był stresujący. Napięcie towarzyszyło mi przez całe przedpołudnia. Był moment, kiedy naprawdę chciałam umówić się na poważną rozmowę(bo z tą nauczycielką nie załatwi się nawet drobnostki po lekcjach, masz mieć umówioną wizytę i koniec; nie wyśle się notki, bo pani ma alergię na papier i notatki rodziców, tak... to już poruszę z nią na pewno przy najbliższym naszym spotkaniu-starciu). Wstrzymałam się jednak i tylko powtarzałam mojej córce, że ma wywiązywać się ze swoich obowiązków w szkole. Jeśli u niej będzie "czyste konto", to ja spokojnie pójdę na rozmowę z nauczycielką. Dodałam też, że nauczyciel nie musi jej lubić, tak samo, jak ona nie musi lubić nauczyciela i antypatia pani nie ma tu,a  przynajmniej nie powinna mieć, nic do rzeczy.

Gosia jest bardzo wrażliwa, rzec można nawet, przewrażliwiona na punkcie krytyki. Już w poprzednim roku chciała robić wszystko perfekcyjnie i kiedy coś nie wyszło, wściekała się lub prawie płakała, na co jej nauczycielka zwróciła mi uwagę. Sama nawet tłumaczyła Gosi, że każdy popełnia błędy i że oni dopiero się uczą, więc tym bardziej mają do tego prawo.
W tym roku zupełny zwrot! Nauczycielka dorwała Gosię - PIERWSZEGO DNIA SZKOŁY - zwróciła jej ostrym głosem uwagę, że narysowana przez nią linia jest nie do końca prosta, a oni mają robić WSZYSTKO DOBRZE OD SAMEGO POCZĄTKU I ZA PIERWSZYM RAZEM! Po czym wyrwała kartkę z zeszytu dzieciaka i sama narysowała tabelkę. Gosia byłą w szoku, ja przyznam, że podobnie. Kiedy dziecko płakało, bo pani zawstydziła ją przed całą klasą, ja zastanawiałam się skąd taka agresja? Przecież nie mogła "poznać się na niej" po pierwszych godzinach i stwierdzić, że to na pewno będzie zły dzieciak!
Krytyka w kierunku mojego dziecka powtarzała się przez pierwsze 2 tygodnie. Ostatnio już prawie szłam do sekretariatu, żeby się umówić na spotkanie, kiedy Gosia stwierdziła, że pani nagle zaczęła ją chwalić. Dlaczego? Bo zaliczyła trzy testy na najwyższych notach? Czy dlatego, że zaczęłam podpisywać prace domowe coraz bardziej zamaszyście, żeby wyładować swój gniew?
Właśnie, jeszcze jedno: pani życzy sobie, aby rodzic wpisywał ile czasu zajęło zrobienie pracy domowej. I wiecie co? U Gosi zawsze jest źle: za długo, albo za krótko, kiedy dzieci z dokładnie tym samym czasem, są chwalone.... Korciło mnie, żeby wpisać czas ze stopera, np. 18min 29 sec Wiedziałam jednak, że to odbije się na mojej córce.
Nic to... na razie obserwuję i czekam; pytam codziennie, jak było w szkole i co tym razem usłyszała od nauczycielki. Zapisuję. Albo będziemy pierwszymi, którzy nie będą bali się walki i ją podejmą, albo wszystko się uspokoi. W końcu chyba kobieta nie jest na tyle głupia, żeby stwierdzić, że przez poprzednie 4 lata wszyscy nauczyciele się mylili i moje dziecko nie należy do tych najlepszych, tylko najgorszych. Czekam z niecierpliwością na nasze PIERWSZE STARCIE, a Artur już komentuje, że pójdę jak czołg:)


A póki co... Zdjęcie z lata:



5 komentarzy:

  1. Aniu,przeczuwałaś, a jednak jest ta pani wredna, humorki niesamowite a może ona chora czy psychiczna? Trudno będzie w pojedynkę zdziałać cos, może najpierw spotkanie z kilkoma odważnymi rodzicami? Ja synowi też chciałam pomóc, wyszedł na mami synka a ja na jakąś starą kwokę, zaniżanie ocen ,dopiero pomogła pani kurator z instancji wyższej(bo była moją znajomą-mieszka w tej samej klatce co ja) więc ostrożnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ula, będę ostrożna, bo sama wiem, ze łątwo rozniecić ogień, trudniej go później opanować. Ta osoba nie wydaje się niezrównoważona, ale złośliwa potrafi być.

    Anka

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś podobnego przeżyłyśmy, gdy moja córka poszła do gimnazjum. To jest strasznie skomplikowana sytuacja, bo bardzo chce się pomóc swojemu dziecku, ale niechcący można jeszcze zaszkodzić. Z doświadczenia wiem, że nie warto iść na wojnę z nauczycielem. Najlepiej przeczekać, dając jednocześnie dziecku wsparcie w domu. Dla wrażliwych jest to też dobry trening radzenia sobie ze stresem, z krytyką, z niesprawiedliwością. Niestety, choćbyśmy nie wiem jak się starali, nie uchronimy i nie obronimy dziecka przed wszystkimi krzywdami, jakie go mogą w życiu spotkać. Ale możemy go nauczyć, jak sobie z nimi radzić. Myślę, że dziecko, które ma w domu miłość i wsparcie poradzi sobie ze wszystkim. Tego z całego serca życzę Gosi:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Renya, ja wiem, że sytuacja nie jest łatwa, ale tutaj w grę wchodzi to, czy nauczycielka wybrała sobie dziecko do znęcania, czy nie. Z tego co wiem, potrafi tak robić i jest wtedy bezwzględna.
    Na razie czekam i zapisuję punkty, ale jeśli będzie trzeba, uderzę, bo sama, choć byłam nieśmiała, walczyłam z nauczycielami w szkole; poniosłam konsekwencję, ale satysfakcję miałam ogromną.
    Póki co ucze też Gosię, że na swej drodze spotka wielu nieżyczliwych i niesprawiedliwych ludzi, i że to ją tylko wzmocni; z tym, że 8-letnie dziecko jeszcze tego nie pojmuje, przyjmuje moje słowa i tyle.

    pozdrawiam i dziękuję za wsparcie. zawsze cenię uwagi osób, które mają doświadczenie.

    Anka

    OdpowiedzUsuń
  5. Walcz o dziecko! Mnie nikt nie bronił i do dziś odczuwam skutki traumy sprzed 53 lat! Po 40 latach nie potrafiłam podać ręki kobiecie, która się nade mną znęcała w 1 i 2 klasie. Sama jestem nauczycielem-terapeutą i muszę naprawiać to, co popsuli inni.

    OdpowiedzUsuń