wtorek, 16 lipca 2013

Nasz wypad do Co. Kerry


W tym roku, po raz pierwszy, wybraliśmy się na dłuższą wyprawę aż na zachodnie wybrzeże. Zarezerwowaliśmy sobie B&B na dwie nocki i mieliśmy nadzieję zobaczyć sporo. Nadzieja nadzieją, a życie skorygowało bardzo mocno nasze plany. Z trójką dzieci, z których tylko najstarsza zaczyna przejawiać zainteresowanie zwiedzaniem i oglądaniem różnych miejsc, dotarcie nawet do 1/3 zaplanowanych punktów, było wyzwaniem. Monika podsumowała zwiedzanie tak:

Nudno, bo tam się tylko chodzi i patrzy, i patrzy, i nic nie robi.

Cóż, może następnym razem? Artura troszkę nosiło, ale przekonałam go, że zrobiliśmy sobie po prostu wakacje i tyle. Zwiedzać będziemy kiedy indziej, za kilka lat, kiedy dzieci podrosną. Teraz skupiliśmy się głównie na plażach dla nich(choć nie powiem, ja też byłam szczęśliwa; pierwszy raz w życiu pływałam w oceanie!), na rozrywkach; odwiedziliśmy parki zabaw, poszliśmy na lody i przy okazji nasyciliśmy oczy paroma widokami. 
Pogoda nam dopisała niesamowicie!!! W czasie naszego pobytu w Kerry, Irlandię nawiedziły największe upały. To też skorygowało nasze plany wycieczkowe, bo od godziny 10 rano zaczynało się robić bardzo gorąco. Pobyt w pełnym słońcu, podczas najniebezpieczniejszych godzin dnia, nie był wskazany. Cieszyliśmy się, że mamy klimatyzację w aucie, bo przynajmniej dzięki niej, w normalnych warunkach, objechaliśmy trasy samochodem i choć w ten sposób zobaczyliśmy jakiś wycinek przepięknego hrabstwa Kerry.

Sporo zdjęć robiłam podczas jazdy, w większości czasu przez szybę(która nawet z przodu jest delikatnie przyciemniana), stąd lekkie zamglenia.


Nie można powiedzieć, że hrabstwo Laois, w którym mieszkamy, to równina, bo jeździmy po większych i mniejszych górkach, ale Kerry to już teren wybitnie górzysty, co widać nawet wtedy, gdy dopiero się zbliżamy do okolic hrabstwa:




Izabela była zainteresowana górami, cały czas śledziła mijaną trasę:



Pierwszy dzień - najpierw pospacerowaliśmy w Parku Narodowym




Park Narodowy to piękne miejsce, które można zwiedzić na nogach, rowerach - na miejscu jest ogrom wypożyczalni, które oferują rowery dla dorosłych, dzieci i przyczepki dla maluchów. Można wynająć pojazd zaprzężony w konia(jak na poniższym zdjęciu) i zrobić 2,5 godzinna trasę przez najważniejsze miejsca w parku. Pytaliśmy nawet o cenę(40E za taką przejażdżkę - za naszą 5-kę; facet powiedział, że w każdym punkcie robi postój, żebyśmy mogli pochodzić, pooglądać i porobić zdjęcia; uważam, że cena jest ok i tylko pogoda nas powstrzymała. Bałam się jednak o dzieci, aby nie dostały udaru)





Po naszej krótkiej wycieczce, znaleźliśmy B&B:



The 19th Green Guesthouse został nam polecony przez znajomych(Grażyno, Radku - dziękujemy). Jesteśmy bardzo zadowoleni z warunków, kosztów i obsługi. Śniadania były wyśmienite! Nawet nasze dzieciaki chodziły zadowolone. Izabela zasypywała właścicielkę pytaniami, opowiadała o siostrach i już pierwszego dnia zapoznała się z trzema innymi gośćmi - czy muszę dodawać, że sama zaczęła z nimi rozmawiać? 




Późnym popołudniem dotarliśmy na plażę. Słońce już nie paliło, ale wciąż było gorąco. Pogoda w sam raz na kąpiel. Woda była dość ciepła, ponieważ plaża położona była w malutkiej niby zatoce. Kolejnego dnia, kiedy pojechaliśmy w zupełnie inne miejsce, woda była tak zimna, że podczas pływania czyłam jakby mnie "parzyła". Z tym, że tam już nie było żadnej zatoki, a otwarty ocean.




Dziewczyny cieszyły się niesamowicie. Gosia bawiła się z falami:




Monika zbierała kamienie i muszle(tak, znowu przywieźliśmy pół tony do domu):



Izabelka była troche wystraszona falami, więc preferowała brzeg, gdzie woda już tylko obmywała jej nogi. Potem troszkę się przekonała do kąpieli, ale wysokie fale wzbudzały w niej niepokój.
Monika "walczyła" z wodą, z  tym, że po dwukrotnym zalaniu(całkowitym) pozostała już na płyciznach. Natomiast Gosia dzielnie pozostawała na głębokościach sięgających jej klatki piersiowej.



Ja korzystałam z chwili i pływałam na falach - niesamowite uczucie! - póki człowiek nie znajdzie się pod taką falą:), a dwa razy zalało mnie totalnie




Najgorsze po tych całych kąpielach jest to, że przez długi czas skóra się klei, mimo że człowiek wydaje się suchy. Wrażenie dyskomfortu znika dopiero po opłukaniu słodką wodą.


Monika i Izabelka kochały oblepianie piaskiem. Nie można ich było potem wyczyścić z tych drobinek.



Kolejny dzień, to nasz plan przejechania trasą Ring of Kerry - czyli Pierścieniem Kerry w wolnym tłumaczeniu. Trasa tworzy koło, od któego prowadzą znaki do kolejnych miejsc. Jeśli chciałoby się odwiedzić wszystkie punkty, trzeba by było kilku dni i zarezerwowanych noclegów w kilku miejscach, żeby nie wracać ciągle do punktu wyjścia. I tak zrobimy następnym razem.




Woda była tak czysta, że stojąc wysoko na brzegu, widziałam dokładnie dno. Do tego kolory niesamowite! a wszystko za sprawą pięknej pogody i czystego, błękitnego nieba:



Kiedy ja robiłam zdjęcia...




...z jednej i drugiej strony....




Artur z dziećmi siedzieli w aucie i czekali. Jak widać, nie byliśmy sami. Każdy taras widokowy był momnetami oblężony.





Artur strasznie się zdenerwował, że nie zdążył wyjechać w trasę przed autokarem, ale miało to też swoje dobre strony. Kierowca znał tę trasę na pamięć i wystarczyło jechać równo z nim: tam gdzie on przyspieszał, my też, tam gdzie hamował, my również. Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ drogi to kręte "ścieżki" można by było je tak określić. Czasem brak było pobocza, a tylko dwa wąskie pasy, czasem droga zwężała się na zakręcie, czy na moście i pozostawało tam miejsce tylko dla jednego auta. Inni czekali na swoja kolejkę. Autokar przed nami był jak swoisty "taran". Ludzie jadący z naprzeciwka raczej dawali mu wolną drogę, a co za tym idzie i nam, przy czym miejsce pozostawione dla niego, dla naszego auta było już bardzo szerokie.


Inna sprawa, że na każdym zdjęciu widnieje autobus:)



Tutaj urzekły mnie kamieniczki, z których każda, dosłownie każda!, była w innym kolorze:




I w końcu dotarliśmy do portu, z którego odpływały promy na wyspę Valencia:




Prom kursuje co 10 minut, można też przejechać mostem, po innej stronie wyspy. Wybraliśmy prom, jako wjazd,a  most, jako wyjazd.



Wszyscy stanęli posłusznie w kolejce:



...a prom już nadpływał z autami:



Zarówno dla mnie, jak i dla dzieci, było to ciekawe przeżycie, bo podróżowałam tak pierwszy raz. Podróż była krótka, kilkuminutowa i już po chwili jechaliśmy po drugim brzegu:



Na dalszą relację zapraszam za kilka dni.

7 komentarzy:

  1. Kerry wydaje mi się znajome. Nie wiem, czy odwiedziłam dokładnie te miejsca, które Ty, ale na pewno byłam w Parku Killerney:) Bardzo mi się podobało. Zresztą w ogóle Irlandia bardzo mi się podoba:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha, identyczną trasę (i też z B&B ale w innym miejscu) opisałem kiedyś na swoim blogu. Przecudne miejsce, i nie wiadomo gdzie patrzeć, wszędzie takie widoki, że dech zapiera.

    Zapraszam do lektury. Tutaj: http://xpil.eu/blog/2011/09/07/ring-of-kerry/

    I jeszcze tutaj, rok później, w tej samej okolicy okolicy (półwysep Dingle): http://xpil.eu/blog/2012/08/25/urlo%E2%99%A0/

    OdpowiedzUsuń
  3. Aniu,widzę że wyjazd udał się Wam wspaniale! Co za widoki! I jaka pogoda! Z pewnością podładowaliście bateryjki na powrót bardziej typowej pogody.
    Pozdrawiam wakacyjnie,
    Motylek

    OdpowiedzUsuń
  4. okolica prześliczna, dla dzieciaków to istny raj kąpać się w oceanie,plaża i lody,to najważniejsze.
    Zresztą mam na wakacjach jednego urwisa, cała atrakcja to lody i działka,

    OdpowiedzUsuń
  5. Renya, z kolei ja bardzo żałuję, ze ten park nie wyszedł nam wcale. i do zamku można było pójść i do ogrodów i w kilka innych miejsc też. no nic to, może za rok:)


    Xpil, widzę,ze też trochę jeździcie; zgadza się, Irlandia, nieważne w jakiej porze roku(to juz moje subiektywne odczucie) potrafi porazić swoimi krajobrazami. Dla mnie one zawsze są zapierające dech w piersiach.


    Motylku, odpoczęliśmy od naszego miasteczka, oderwaliśmy się od rzeczywistości, a do tego pogoda dopisała; była bardziej jak na jakichś gorących wyspach:) to chyba każdemu potrzebne - i słońce, i krótki choćby odpoczynek od dnia powszedniego.

    Ula, masz absolutną rację, do któej my musieliśmy szybko dorosnąć podczas naszego pobytu w Kerry. Zrezygnowaliśmy z naszych zachcianek, w większości, na rzecz przyjemności dla dzieci.


    pozdrawiam


    Anka

    OdpowiedzUsuń
  6. Super wyprawa, Hrabino! :) Pogoda jest boska i niech tak będzie jeszcze przynajmniej z dwa tygodnie, bo tyle mam urlopu ;)

    Uwielbiam hrabstwo Kerry, południowo-zachodni Cork również. Wszystko wskazuje na to, że jutro rano znów tam jedziemy, nie mogę się doczekać!

    Zwiedzanie z dziećmi - znam ten ból ;) Mało które dziecko zainteresowane jest zwiedzaniem, dla nich najważniejsza jest plac zabaw, plaża i taplanie się w wodzie. Niedawno odkryłam super ciekawe miejsce, które może zainteresować nie tylko dorosłych, ale także dzieci. To Glengowla Mines w Connemarze. Już napisałam o nim posta, postaram się go za jakiś czas opublikować.

    OdpowiedzUsuń
  7. Taita, już po obejrzeniu zdjęć wiedziałam, że Kerry będzie jednym z miejsc, do których chętnie wrócę. Jest obłędne!

    Mam nadzieję, że za kilka lat już wszystkie nasze córki będą bardziej zainteresowane zwiedzaniem.

    pozdrawiam i czekam na wpis


    Anka

    OdpowiedzUsuń