czwartek, 13 czerwca 2013

Ogród botaniczny w Dublinie




Wybraliśmy się tam zupełnie niespodziewanie. Tylko Artur, Izabela i ja. Dziewczyny zostały w szkole. Artur, jak podkreślał, wycieczkę zaplanował specjalnie dla mnie. I nie pomylił się. Miejsce piękne, a dla mnie podwójnie ciekawe. I ze względów estetycznych i zawodowych, wszak ogrodnik jestem:) w dodatku ze specjalizacją w roślinach ozdobnych.
Chodziłam po tym ogromnym obszarze zieleni, widziałam ludzi tam zatrudnionych, zajmujących się roślinami i bardzo mocno ścisnęło mi się serce z żalu za tym, czego nie mam. Tęsknię za pracą z roślinami, mój kawałeczek ogródka, ogródeńka w zasadzie, nie wystarcza mi.

Robiłam zdjęcia - głównie roślin, nas jest tam tylko odrobineczka. Tymi zdjęciami się z Wami podzielę. Tylko w części oczywiście. Dziś piwonie, które w zasadzie w większości już przekwitły. Zrobiłam zdjęcia tylku kilkunastu. Oto one:




Tych w kolorze bordowym czy też buraczkowym, już praktycznie nei było. Jakieś nędzne resztki gdzieś w liścich zachowane.




Tu uchował się dosłownie ostatni kwiat.




Bardzo lubię piwonie, sa takie niekłopotliwe w uprawie, a przy tym śliczne. Raz posadzone, moga przetrwać w jednym miejscu lata całe i to na nie nawet lepiej działa, bo nie lubią przesadzania. Chociaż jeśli spełni się podstawowe warunki, na pewno przyjmą się bez większego trudu.




Żółta mnie urzekła. Kolor iście cytrynowy, przykuwający wzrok.



Te z pojedynczymi kwiatami jakoś mniej mi się podobają, za to pachniały fantastycznie












I pąki... które już na samym początku mają wiele uroku




Ta ppięknie się przebarwia w trakcie rozwijania kwiatu.




I  w końcu pełne, chińskie, nieziemsko wprost pachnące!


















W kolejnych wpisach uraczę czytelników większą porcją kwiatów.



6 komentarzy:

  1. W życiu nie myślałam, że jest tyle piwonii (bujanów - jak u nas na wsi mówią). U nas są głównie różowe. Czasem tylko gdzieś pojawiają się białe.
    Jak następnym razem będziecie w Dublinie poporś A., by zabrał Cię na jedzenie tam, gdzie my jedliśmy. Warto:)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham ten ogród botaniczny! Niestety, nigdy nie byłam w czerwcu, nie widziałam kwitnących piwonii, ale wszystko da się nadrobić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam, że nigdy nie byłam w takim ogrodzie. Musi to być nie lada przyjemność;)
    Tak miło popatrzeć na Twoje zdjęcia tych pięknych kwiatów. Moja mama uwielbia piwonie...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja znam tylko ogród botaniczny we Wrocławiu, który zachwyca mnie zawsze, ilekroć go odwiedzam. Uwielbiam kwiaty, choć się na nich zupełnie nie znam - patrzeć i wąchać mogłabym bez przerwy:)
    Mąż Ci zafundował wspaniałą wycieczkę!

    OdpowiedzUsuń
  5. fantazja, takich nie widziałam, sama jestem posiadam 4 odmiany tego kwiecia,a 5 niezakwitła ,była przesadzona 2 lub 3 lata temu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Asia, żałuję, że nie byłam w pełni kwitnienia w tym ogrodzie(jest przecież nawet takie święto, zwane świętem piwonii) wtedy na pewno był to szał kształtów i kolorów.
    Przypomnę Arturowi o tym jedzeniu:)

    Oslun, dokłądnie tak! jeszcze zobaczysz i w czerwcu ten piękny ogród.


    Aga, jeśli ktoś lubi kwiaty, atmosferę takich miejsc... to jak najbardziej polecam. Ja uwielbiam piwonie!

    Renya, ja o kwiatach moge mówić, mówić i mówić; kocham je i praca z nimi jest dla mnie niekłamaną przyjemnością.


    Ula, napisałam u Ciebie na blogu o tej opornej piwonii.


    pozdrawiam


    Anka

    OdpowiedzUsuń