środa, 1 maja 2013

I już jest...


Nie lubię, kiedy moje życie wypada z raz utartych torów, kiedy dzieje się coś, co burzy naszą dotychczasowa rutynę. Nie to, że z małymi dziećmi można wszystko przewidzieć i zaplanować, że dni wyglądają tak samo; idą jednak jakimiś dobrze znanymi ścieżkami, które po prostu czasem lekko skręcają.

Sytuacja ze zmianą auta, dodajmy nieoczekiwaną, nie była( i nie jest) dla mnie nigdy komfortowa. Ani Artur, ani ja mechanikami nie jesteśmy; do tego dochodzi naprawdę mały zakres czasowy, kiedy możemy jeździć i odwiedzać dealerów. I jeszcze jedno: sama nie mogę znaleźć samochodu, bo każdy musi być sprawdzony przez samego Artura - chodzi o jego 2 metry wzrostu, długie nogi, generalnie o ilość miejsca, jakiego potrzebuje do komfortowego prowadzenia. Ja wejdę w każdy samochód i każdym mogę jeździć, ale on już niekoniecznie.

Dlaczego o tym tak piszę? Dlatego, że właśnie dobiliśmy do celu. Po długich, poszukiwaniach, które prowadziłam już od grudnia(jeszcze wtedy tylko przeglądałam ogłoszenia, orientując się w sytuacji i nie podejrzewając, że tak szybko będziemy zmuszeni podjąć decyzję).
Zatem...  właśnie dziś kupiliśmy wóz. Artur kolejny raz wybrał intuicyjnie i mam ogromną nadzieję, że kolejny raz będzie tak dobry, jak poprzednie. Padło na...  renault laguna. Ponownie. Ta marka chyba sama za nami podąża:)
Przeglądałam setki ogłoszeń - nie renówek bynajmniej - i nagle właśnie TO chwyciło moje oko. Artur przychylił się do tego, aby obejrzeć auto. Tego samego dnia testował dwa samochody: lagunę i toyotę avensis. Powiem Wam jedno: po wyjściu z laguny oczy mu płoneły, a uśmiech nie schodził z twarzy; toyotą nie był aż tak zachwycony, można by rzec, że "japończyk" odpadł w przedbiegach. Ostatecznie, po burzy mózgów, wbrew sobie, zadzwonił po toyotę(nie był absolutnie do niej przekonany, a raczej nastawiony na nie, ale wszyscy wkoło krzyczeli: toyota, toyota, ona będzie niezniszczalna), a toyota właśnie się sprzedała. Została laguna i tę właśnie wybrał Artur, tym razem juz z lekkim sercem i pełnym przekonaniem.

Oto ona:



Mam nadzieję, że z tym renault też znajdę wspólny język, tak, jak z jego poprzednikiem. Artur stwierdził, że jeśli uważałam, że poprzedni był komfortowy, to nie mam pojęcia na czym polega komfort. Ten jest o całe niebo lepszy(a może nawet o dwa nieba). Dziś musiałam to przyznać. Jako pasażer podróżowalam w doskonałych warunkach.



Co ma w środku, jeszcze do końca się nie zorientowałam, ale wiem że na pewno jest nieźle wyposażony. W tej chwili musimy sie poznać - on i ja, tzn. renault i ja. Jeszcze go nie prowadziłam, tę przyjemność miał jak na razie mój mąż. 




W niedługim czasie czeka mnie woskowanie, takie porządne. Nauczyłam się na poprzednikach, że jest to wysiłek, który się opłaca. Kolor nie będzie taki straszny, jeśli idzie o utrzymanie czystości. Artura srebrna honda nie wymagała tak dokładnej polerki, a wyglądała ślicznie; mój poprzedni niebieski renault już nie był taki łatwy w wypolerowniu. Widać było każde, najdrobniejsze niedociągnięcie. Tutaj będzie więc łatwiej.


Cieszę się ogromnie, że wszystko już za nami, że spokojnie mogę wrócić do codzienności. Nawet nie macie pojęcia, jak bardzo zżerał mnie stres, jak nie potrafiłam się skupić na niczym, jak łatwo wściekałam się z byle powodu. Teraz już wszystko za nami!!!! Pozostaje mi życzyć renault i sobie dobrej współpracy:)


2 komentarze:

  1. Jeździłam kiedyś Laguną Grandtour.Bardzo fajny samochodzik i jak na tamte czasy miał bardzo bogate wyposażenie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. gratuluję,obyście się zgadzali, no i setki kilometrów bez naprawy, Aniu,zawładniesz nim,będzie słuchał.

    OdpowiedzUsuń