sobota, 17 kwietnia 2010

Slieve Bloom Mountains po raz drugi







Tym razem trochę inaczej. Dziś na samym początku wybraliśmy trasę dla samochodów, to znaczy podjazd między wzgórzami. Trzeba przyznać, że nasz wóz się trochę napracował: raz w górę, raz w dół, prawie na hamulcu, bo przecież za zakrętem zakręt.




Ten brunatno-fioletowy kolor wzgórz to wrzosowiska, które dopiero "ruszają". Sprawdziłam to. Między wrzosami pełno porostów i mchów.




Tutaj widok na jedne z łagodniejszych zakrętów. Myślę, że we wrześniu lub nawet już w sierpniu przyjedziemy podziwiać fioletowe wzgórza. Teraz jeszcze nie mają tego uroku, choć i tak pięknie.



Po dotarciu na parking trzeba się było podzielić. Ja musiałam zostać, bo nie wspinałam się po śliskim zboczu. Za to moja siostra pobiegła na sam szczyt i zaczęła robić zdjęcia okolicy. Artur przeszedł się kawałek z dziećmi, ale drogą, na którą samochód już nie miał wstępu.










Potem był mały posiłek i chwila szaleństwa dla dziewczyn. Biegały między krzewinkami wrzosów, rozchylały je, szukały mchów, porostów i biedronek, których tu było sporo. Ja spokojnie czekałam na ławce:










Następnie zawróciliśmy i ruszyliśmy w stronę wodospadów - nieco większych niż ostatnio. Najpierw wkroczyliśmy w las - dość nastrojowy:



Dziewczynki pytały czy tu mieszka baba Jaga?


I zaczęła się wędrówka przy stromych ścianach i wąskich ścieżkach:





Dziewczynki znalazły nawet "domek elfów" - tam, gdzie widać ciemniejsze plamy, były zagłębienia i tunele, czyli według nich wejścia:




A poniżej płynęła i szumiała rzeka:





Monika oczywiście chciała koniecznie zejść nad wodę, potem tego samego zapragnęła Gosia:



Stałyśmy przy samej wodzie, a Monika podziwiała rozpryski.


Takich zakątków było pełno, niemalże na każdym kroku:








W końcu dotarliśmy do punktu, gdzie można było spocząć, a nawet wymoczyć nogi. Woda co prawda była LODOWATA, ale i tak to zrobiłyśmy: Gosia, Monika i ja:




W ciepłe dni można zejść niżej i się kąpać. Na pewno jednak musi być upalnie.







A woda była taka czysta:



Każdy kamień na dnie doskonale widoczny.


To już ostatnia taka wycieczka w tym okresie. Nie czułam się zmęczona, ale też uważam, że trzeba poczekać aż więcej drzew liściastych zazieleni się. W tej chwili jeszcze nie ma tego uroku. myślę, że za miesiąc będzie już inaczej, a i ja będę w innej kondycji. 



hrabina.ee, sobota, 17 kwietnia 2010

2 komentarze:

  1. Już sobie wyobrażam chłód tej wody :) Jak tam mogło być głęboko? Kryłoby Twojego męża? :) Powiedz, czy mnóstwo ludzi tamtędy chodzi? Czy jest to bardziej takie odludne miejsce, czy też z uwagi na wielkość, ci podróżujący są bardziej rozproszeni? Nie powiem, przydałaby się tego typu spacerowa atrakcja u nas w Longford. Co prawda mamy parę lasów, ale są trochę inne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na trasie z wpisu poprzedniego, szczególnie w weekendy czy popołudnia, można spotkać trochę osób - jak dla mnie to nawet czasem za dużo. W korycie rzeki niekiedy bywa tłoczno. Natomiast jak już pójdziesz dalej w góry( http://mamaniuni2.blogspot.ie/2014/09/slieve-bloom-mountains-po-raz-kolejny.html) to tam ludzi zdecydowanie mniej. Wszyscy zaliczają trasę do wodospadów - to taki nr 1 na liście. A ponieważ trasa tworzy pętlę, to można do nich dojść z obu stron. I to właśnie pokazuje kolejny podlinkowany wpis. Jest może o tyle trudniej z małymi dziećmi, że momentami podchodzi się lub schodzi po dość stromym zboczu.

    Woda była tylko w jednym miejscu głęboka, w tym maleńkim niby jeziorku, ale czy zakryłaby Artura? Nie mam pojęcia. Nie sprawdzaliśmy. Chłodna i owszem, nawet na płyciznach - a taka głównie jest rzeka Barrow na tamtych terenach.
    To miejsce nie było specjalnie zaludnione, już nawet nie pamiętam jak tam trafiliśmy, bo mąż ma taki nawyk: o jakiś znak, choć skręcimy tam....i trafiliśmy na ukryty nieco zakątek. W sumie to dobrze byłoby tam pojechać znowu, choć nie wiem jak w tym roku będą wyglądac trasy po tych wszystkich sztormach.

    Mając pod bokiem praktycznie takie trasy bardzo często tam jeździmy. To na razie dla dzieci jeszcze atrakcja a dla nas odpoczynek. Właśnie pamiętam jak pisałeś u siebie, że nie ma aż tak dużo lasów do spacerów; u nas i owszem, całkiem, całkiem.

    OdpowiedzUsuń