poniedziałek, 29 grudnia 2008

Odleżały swoje...








...i nadszedł ich czas. Zrobiłam dwa szliczki. Do jednego przymierzałam się od roku, a drugi leżał zaczęty prawie dwa lata.

Oto pierwszy:






To chyba modyfikacja szaliczka boa. Układa się bardzo ładnie i nawet przyszło mi do głowy, żeby zrobić kolejne okrążenie - tak poza schematem. Być może zrobię jeszcze jeden i wtedy spróbuję. Szaliczek jest dość włóczkochłonny, choć nie jestem w stanie określić ile jej wykorzystałam. Na pewno dużo.


Kolejny to typowy szaliczek boa, który kiedyś już tu sie pojawił:






Jest to tzw. "robótka po przejściach", bo zaczęłam szydełkowanie, doszłam do pewnego etapu, skończył się moher. Nie byłam w stanie dokupić identycznego. Porwałam się na prucie i po pierwszych próbach ochłonęłam. Robótka poszła w kąt nabierać mocy i czekać na pomysł.
Jakiś czas temu od Artura babci dostałam włóczkę - tę brązową(najpierw musiałam ją odzyskać z poncza). Ponieważ była puszysta, pruło się ją ciężko, ale dzięki doświadczeniu zdobytemu na niej, moherek poszedł szybciutko.

Następnie połączyłam obie włóczki, robiąc to w kolejności:
1 rząd słupków - moher(tu jest on mało widoczny)
2 rząd słupków - brązowa nić
3 rzad półsłupków - moher
4 rząd półsłupków - błyszcząca włóczka w kolorze moheru


I jeszcze zdjęcia na koszyku:









Po złożeniu niebieski wygląda tak:



...i jest gotowy do wysyłki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz