wtorek, 13 grudnia 2011

Dotarło do adresatki...





...więc spokojnie mogę Wam zaprezentować mojego pierwszego, ukończonego na początku czerwca, COSIA.


Szydełkowanie zaczęłam w maju 2010 roku, tuż po narodzinach Izabelki.





Ponieważ mnóstwo czasu spędzałam na kołysaniu jej do snu, ręce miałam w tym czasie zajęte.





Wzór był przyjemny i jak zawsze przy okrągłych serwetkach/ serwetach, pierwsze okrążenia mijają bardzo szybko, robótki przybywa, serce rośnie...





...ale wraz z kolejnymi okrążeniami czas od zakończenia jednego kółka do rozpoczęcia drugiego zaczyna się wydłużać...



Mnie spotkało jeszcze to nieszczęście, że wpadła mi w ręce pierwsza część serii "True blood", a że części w tym czasie było 9 czy 10... sami rozumiecie, serweta poszła w kąt na bardzo długo.




W końcu przypomniałam sobie o niej, zaczęłam robić dalej, ale wpadłamw  kolejny "ciąg" książek H. Mankella i historia się powtórzyła.

Niemniej jednak dotarłam do końca. Przebrnęłam przez te wszystkie ananaski i pikotki!





Następnym razem proszę mi przypomnieć, że nienawidzę ANANASKÓW! Może i wyglądają pięknie, ale z dwojga złego wolę już dziergać pikotki.




Jak widać, naciągać ananasków też nie potrafię. Wszystkie wyszły troche kopnięte, ale starałam się, naprawdę.




Jakie są parametry nici nie mam pojęcia, bo banderola zniknęła już dawno temu. Na pewno jest to bawełna. Biała.





Miała być serwetka, a wyszła mała serweta. Rozmiaru też nie podam, bo już wysłałam. W dodatku tak spieszyłam się z przesyłką, że zapomniałam dołączyć stosowną kartę.




Ta praca została podarowana na nowe mieszkanie, a w zasadzie nowy dom. Dostała ją bliska mi osoba, przyjaciółka, którą poznałam w przedszkolu i wtedy jeszcze nie wiedziałam, że zostaniemy przyjaciółkami na tak długo.


Marta, mam na dzieję, że dom, w którym już niedługo zamieszkacie będzie tym Waszym wymarzonym, najwspanialszym miejscem na świecie! 
hrabina.ee, wtorek, 13 grudnia 2011

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz