czwartek, 14 marca 2013

Renault wydał ostatnie tchnienie






We wtorek mój ukochany samochód wydał ostatnie tchnienie. Mam złamane serce. Do tej pory myślę o tym, że już nie usiądę za kierownicą mojego renault.


Zdjęcia archiwalne, były robione jeszcze kiedy jeździł, jeszcze kiedy miałam pewne plany co do jego przyszłości:


Sama go na ogół myłam, polerowałam i dopieszczałam:


Przywracałam blask czarnym elementom obudowy...



W tym kraju moje auto to staruszek, który już dawno powinien przejśc na emeryturę - czyli pójść na złom. Dla mnie był cennym nabytkiem, bo dał mi wolność. Zawsze kochałam samochody, uwielbiałam jeździć i tu dostałam tę szansę, a w dodatku współpracowało się nam świetnie. 




Nigdy mnie nie zawiódł; nie zatrzymał się w środku nicości, na polnej drodze, bo coś wysiadło. Dbałam o niego, a on jeździł. Przeprowadził cały nasz dom, przywiózł wiele mebli z ikei, ładowałam do niego drewno, płyty, cement; nawet sąsiedzi skorzystali kilka razy z jego ogromnej przestrzeni wewnętrznej i przewozili meble, które w zwyczajny osobowy samochód nie miały szansy wejść. Myślę, że odwdzięczył się wystarczająco.

W tej chwili stoi nieco krzywo zaparkowany na swoim miejscu - został tam po prostu wepchnięty - co mnie irytuje za każdym razem, kiedy przechodzę. Czeka na swoją ostatnią podróż na złomowisko.



Wiadomość rozeszła się wśród sąsiadów i już dostałam propozycję kupna opon, szyby, może lamp... Jeśli faktycznie dojdzie do takich małych transakcji, to odwiozę auto rozkompletowane:)


Przeniśliśmy moje ubezpieczenie z renault na hondę, odwołaliśmy termin przeglądu technicznego i jeszcze chwilkę poczekamy.


A ja zostałam z hondą... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz