poniedziałek, 18 marca 2013

Ozdoby






Zebrało się sporo rzeczy do napisania, ale czas mi jakoś tak szybko uciekał. 

Pomalowałam w końcu kuchnię i jadalnię. Wybrane zostały dwa kolory: delikatna zieleń i żółty. Bałam się trochę efektu, mimo, że zakupiłam próbki i spawdziłam na ścianie. 





Najpierw wydzieliłam przestrzenie dla koloru zielonego i nim pomalowałam ściany. Kiedy już schła druga warstwa, padł na mnie blady strach. Kolor wydał mi się zbyt ciemny, jakiś taki przytłaczający. Nie wzięłam poprawki na to, że dopiero co skończyłam malowanie, a poza tym dzień był pochmurny i wyjątkowo ponury. Wszystko to dało obraz dość ponury.




Dopiero następnego dnia, kiedy rano weszłam do kuchni, negatywne emocje opadły. I pomyśleć, że poprzedniego dnia chciałam wsiadać do samochodu i jechać po neutralną "magnolię", która zakryłaby cały ten niewypał.





Dopiero jakieś dwa tygodnie później, kiedy moja siostra przyjechała do nas na krótki relaks, pomalowałyśmy resztę ścian na żółto. Tak, tak, u mnie zazwyczaj odpoczynek jest dość aktywny. Dana malowała i malowała - dodam, że pierwszy raz w życiu. 


Kiedy już pomieszczenia lśniły nowością, wpadł mi w ręce taki obrazek:




Wpasował się koło filiżanek, ale nie wykluczam, że znajdzie swoje miejsce koło wnęki okiennej, która jeszcze nie doczekała się malowania:)



W międzyczasie powstawały małe ozdoby. Styropianowe jajka otulam materiałem, dodaję jakąś wstążkę i już mam zawieszkę. 

Wybrałam się też z dziewczynami do lasu po bukszpan. Rośnie go u nas pod dostatkiem, tak na dziko. Gałązki ma niesamowicie długie, jako że większość czasu "biegną" one w kierunku światła, którego mają mało. 
Skoro już przyniosłam bukszpan, uplotłam z niego wianki:



Zawisiłam nad drzwiami jadalni i pokoju dziennego. Na razie są dość surowe - tylko koronka lub wstążka.



Sama nie wiem, czy jeszcze coś do nich dodam. Taka surowość też ma swój urok. 
 



Nie moge powiesić ich na całej długości futryny, bo zostana pozwalane, zawisło ich zatem tylko kilka. 




Od momentu, kiedy nabyłam klejownicę, moje możliwości znacznie wzrosły. Mogę kleić, mocować i wyczyniac cudeńka z pomocą silikonu. Powstają więc kolejne rzeczy, które nabierają mocy przed prezentacją. 
Dziś dokleiłam w końcu kolorowe nitki do pisanek i mogły one zawisnąć na sercu z wikliny - nie papierowej, nie - jakoś mi z nią nie po drodze. Dodałam tylko malutkie bukszpanowe koło, wstążkę i gotowe.





Kończę jeszcze kilka prac, ale czy wyrobię się z nimi przed świętami? Tego nie wiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz