poniedziałek, 4 lutego 2013

Kolejne projekty





Miałam napisać o wydarzeniach minionych dni, ale nie mam weny; miałam napisać o naszym wyjeździe do Lullymore, który miał miejsce we wrześniu, ale też jakoś nie mogę się zebrać. Tym bardziej, że jest to temat na dwa wpisy. Musze koniecznie zdążyć przed wiosną, bo uważam, że jest to doskonałe miejsce dla rodzin z dziećmi. Atrakcje na cały dzień zapewnione! A może to tylko nasze dzieciaki takie niezbyt wymagające, cieszące się najprostszą rzeczą?


Teraz robótki.

Otóż pomysł na moher z poprzedniego wpisu się pojawia, ale jeszcze nie krystalizuje. Mam jakieś niejasne pojęcie, co bym chciała, ale tylko tyle. 


Tymczasem na szydełku się dzieje! 


Pokazywałam Wam jakiś czas temu próbkę z białej bawełny. Mam już tego całkiem sporo, w zasadzie zbliżam się do końca. Wczoraj były ostatnie przymiarki, a dziś wychodzę na ostatnią prostą. O czym mowa? O takiej kupce białego nieszczęścia:




Nieszczęście będzie w tej formie jeszcze chwilę, a potem zamieni się - mam nadzieję - w pełnię szczęścia. 


Bardzo podoba mi się faktura tego wzoru:



Z kordonka w kolorze ecru powstaje serwetka. Jakiego rozmiaru? Jeszcze nie wiem. Ostatnio stwierdziłam, że muszę zapełnić mój "tajemny kuferek" serwetkami szydełkowymi, które później, w najmniej oczekiwanych momentach, są nagle potrzebne! Zatem szydełkuję: 



W samochodzie, na szkolnym parkingu, powstaje szal dla mnie. Na przyszłą zimę, a może jeszcze na kolejną? Włóczka niebieska jest cieniowana; obie zaś należą do tzw. włóczek skarpetkowych. Ponieważ nie przekonałam się jeszcze do dziergania skarpetek, a może nie zaraziłam?, wykorzystuję nici do szala:



I kolejny projekt, tym razem leży i kwiczy. Dlaczego? Otóż założyłam, że takie "dziurawe" bolerko zrobię z jednego dużego motka. Przeliczyłam się. Już w trakcie pracy - gdzieś tak w połowie - czułam, że będzie krucho. Dziergałam dalej, bo byłam pewna, że tę włóczkę dostanę w sklepie i... niestety. Nie ma białych ze srebrną nitką. I być może nie będzie.


Kolejna porażka przy tym projekcie, to główka rękawa. Czy ja już wspominałam, że nienawidzę główek rękawów? Jeszcze bardziej nienawidzę robótki wkoło, która niby jest taka prosta. Korzystałam z opisów polskich, ale każdy, kto próbuje wyłożyć łopatologicznie nie trafia do mnie. Jakbyśmy mówili zupełnie o czymś innym. Po cichu próbowałam już wielu opisów i nic. Spróbuję jeszcze po angielsku, może ten będzie łatwiejszy? W każdym razie... w tym projekcie skopałam główkę i to jakby przeważyło szalę. Odłożyłam do koszyka i prawdopodobnie pójdzie do prucia. Chyba... chyba że spróbuję metody, którą zastosowałam przy wyrabianiu główki rękawa w innym projekcie. Zobaczymy. 


W głowie mam planów sto, a czas nie chce się rozciągnąć. 1 lutego zaczęła się u nas wiosna, dość chłodno nas przywitała, ale już czuję, że "lepsze" nadchodzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz