sobota, 23 lutego 2013

Chwalimy się





Nie siebie, nie. Musze się pochwalić swoimi dziewczynami i ich osiągami w szkole. 


Otóż, jak co roku o tej porze, "przydarzyło się" nam spotkanie z nauczycielkami córek, czyli tzw. polska wywiadówka. 

Do Gosi poszliśmy we dwoje, jakoś tak wyszło. Najpierw pomyliłam godziny spotkania z nauczycielką Moniki i Gosi. Artur poszedł do Moniki, bo według mnie, miało to być pierwsze. Dzwoni do mnie i pyta czy na pewno, bo na liście wiszącej na drzwiach ma wejść za ok. 50 min. Zostawiłam więc całą trójkę dzieci w samochodzie, na parkingu szkolnym(przezornie zamykając auto, żeby ich ktoś nie ukradł, choć, jak moja siostra twierdzo, to niemożliwe; nawet gdyby tak się stało, za pół godziny porywacz sam by nas znalazł i błagał o zabranie dzieci:)) Pobiegłam do szkoły, sprawdzam listę na drzwiach Gosi klasy, a tam jak wół stoi, że to już!!! mam spotkanie. Szybki telefon do Artura, który już i tak szedł do nas. I tak oto znaleźliśmy się we dwoje na tym samym spotkaniu. 
Dzieci zabrałam z samochodu, jakby się ktoś pytał; bałam się o całość auta:) Starsze dziewczyny czekały na korytarzu, a najmłodsza uczestniczyła aktywnie w spotkaniu, roznosząc po klasie pomoce naukowe, a nawet zjadając jedną z nich(rożek do lodów, który służył jako przykładowy stożek).

Czego dowiedzieliśmy się na temat postępów naukowych Gosi?

Otóż zebrała 97% w testach z irlandzkiego, 88% z matematyki(tu nauczycielka wyjaśniła, że spodziewała się znacznie więcej, ale ze względu na opuszczone dni: złamana ręka, wyjazd do Polski i choroba, po prostu nie załapała się na część materiału, który był tylko na lekcjach). Język angielski zaliczyła na 7 punktów, co oznacza, że zalicza się do poziomu ponadprzeciętnego. Generalnie nauczycielka jest bardzo zadowolona z osiągnięć, a Małgosia zalicza się do tych najlepszych w klasie.


Na spotkanie z nauczycielką Moniki poszedł już sam Artur; nie chciałam, żeby Izabelka poroznosiła pomoce w kolejnej klasie, czy zjadła coś jeszcze. W końcu szkoła obciążyłaby nas kosztami.


Monika nie ma problemów w nauce, łapie wszystko bardzo szybko i... nudzi się na lekcjach, więc bawi się lub przeszkadza. Tu zachowanie niestety, ale jest do poprawki. Za to nie uczestniczy w dodatkowych lekcjach angielskiego dla dzieci z innych krajów, ponieważ nauczycielka stwierdziła, że nie jest jej to potrzebne. 
Od siebie dodam jeszcze, że około dwóch tygodni temu, Monika zaczęła czytać pierwsze zdania, a z okazji Dnia Babci i Dziadka, własnoręcznie podpisała dwie czy trzy karty! 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz