środa, 16 stycznia 2013

Nawiązując do komentarza



       
  • Nawiązując do komentarza



    ...mojej przyjaciółki Asi. 

    Kiedy pierwszy raz(po wielu latach) nadeszła straszna, mroźna i śnieżna zima, a było to 3 lata temu, coś takiego jak skrobaczki do szyb samochodowych nie było popularne. Nie mówię, że nie było tego w sklepach, bo pewnie gdzieś tam się przewalało, zakurzone i zapomniane. Dopiero w trakcie trwania tego kataklizmu nagle wysypało w sklepach takim sprzętem. Można było kupić nie tylko skrobaczki, ale także odmrażacze "walące" amoniakiem, ekrany na szyby i co tam jeszcze. Mój mechanik zalecił mi dolać do chłodnicy specjalny płyn do -25 stopni(Boże uchroń nas przed takimi temperaturami w Irlandii!). 
    Większość ludzi - mówię tu na podstawie moich irlandzkich sąsiadów z najbliższego otoczenia - używała i używa nadal, najszybszego i podobno najskuteczniejszego "odmrażacza" szyb - wody z dzbanka. Niektórzy polewają nawet ciepłą. Wszystko pięknie wygląda do czasu... W tym roku słyszałam o dwóch przypadkach pęknięcia szyby, a ile ich było naprawdę? Może nie tak dużo, w końcu szkło jest an pewno hartowane, ileś czasu wytrzyma. 
    Ja, jak ten odmieniec, pędzę rano na parking i skrobię szron na szybach(żeby było szybciej), albo odpalam samochód, po czym wracam do domu. Tak, mam to szczęście, że u nas jakoś nie kradną, bo samochód za domem, nawet nie słyszałabym i nie widziała, kiedy ktoś nim odjeżdża. Po kilku minutach mam czyste szyby i rozgrzany silnik. Dla pewności pryskam odmrażającym płynem na całej długości wycieraczek(żeby nie odrywać ich jak duża część osób tutaj). 

    Po pamiętnej zimie, kiedy to samochody tańczyły walce na szosach(sama pamiętam, jak mój renault zaczął kręcić piękny łuk, wyjątkowe wrażenie), z początkiem listopada, w sklepach pojawia się cały zimowy osprzęt. To, że niektórzy z niego nie korzystają, to kwestia ich wyborów. 

    W tym roku dostałam nawet dwa ekrany antyszronowe(nazwę podały mi google) na przednią szybę. Jeden był prezentem - dała go babcia Lucii - przyjaciółki Moniki. Pokryty folią aluminiową, świetny, podobno sprawdza się w użyciu: wycieraczki nie przymarzają(aluminium) i szyba czysta. Kiedy próbowałam go założyć, nijak mi nie pasował. Brakowało go albo tu, albo tam. Stałam tak na parkingu jak matoł, wiatr szarpał mi tą płachtą, aż podszedł mój sąsiad i zaoferował pomoc. Wiatr skutecznie szarpał, nadpruł brzegi ekranu(w miejscach, gdzie są takie piździołki do mocowania) i musiałam to skleić moją uniwersalną taśmą do renault(brązowa taśma do pakowania, która zawsze skleja na czas bliżej nie określony różne elementy mojego auta w razie nagłych wypadków, np. filtr powietrza, listwę na drzwiach, pokrywę lusterka). Kiedy już miałam mój "ekran" naprawiony, sąsiad zaczął go mocować i... jemu też brakowało i tu i tam. Stwierdził, że taką płachtę, to mogę dać Arturowi na jego autko, na swój potrzebuje czegoś znacznie większego:) I tak to Artur stał się szczęśliwym posiadaczem naderwanej, aczkolwiek sklejonej, osłony na "windscreen", czyli przednia szybę. Do dziś mi wypomina, że najpierw popsuję, a potem mu oddaję:))

    Drugą osłonę dostałam na naszej stacji benzynowej. Piszę "naszej", bo zawsze tam tankuję samochody. Kiedyś zapomniałam wziąć pieniędzy, ale paliwo dostałam; innym razem wyjechałam na totalnym końcu rezerwy(obawiałam się, że w każdej chwili honda po prostu przestanie współpracować z powodu braku żarcia) i podjechałam do nich po ratunek. Nalali paliwa, ja przyjechałam później i uregulowałam rachunek. No więc na tej stacji dostaliśmy kolejny ekran. Artur nie omieszkał go wyjąć i rozwinąć w aucie(bez jakiegoś konkretnego celu), po czym stwierdził, że już nie zmieści się w to samo opakowanie. Do tej pory nie wiem czy ta płachta pokryłaby moją szybę, bo jeszcze jej nie użyłam. Mróz mnie zaskoczył(jak drogowców w Polsce) i musiałam ręcznie odmrażać szyby:) 


    Także Asiu, musimy pomyśleć o czymś innym, żeby ubić interes:) ale przecież będziemy miały czas, żeby obgadać ważne sprawy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz