sobota, 5 stycznia 2013

Moja średnia






Zaległe zdjęcia jeszcze z grudnia. 

Monika miała przedstawienie w szkole i miała przyjść przebrana za kogoś/coś z tematyki świątecznej.

Nie pobiegłam do sklepu, aby kupować strój. Przystosowałam sukienkę siostry do "bycia" szatą aniołka, skleiłam opaskę z gwiazdą i już:




Zdjęcie robione wczesnym rankiem, więc jeszcze wszystko takie zaciemnione.

I jeszcze jedno już po występie, w domu. Monika nie chciała pozować, robiła miny, przekręcała się i wyginała... 





Po świętach dzieci miały jeszcze tygodniową przerwę. Dopiero w ten poniedziałek - 7 stycznia - wracają do szkoły. Monika pojechała więc na trzy dni do mojej siostry do Dublina. 

Kiedy odwiozłam je obie na stację, kiedy Monika zniknęła za drzwiami dworca, tak mnie ścisnęło w środku. Pierwszy raz rozstawałam się ze średnią na tak długo.

W Dublinie punktem, najbardziej fascynującym punktem programu była krowa:




Zdjęć z krową mamy teraz mnóstwo!



Każdy spacer zaczynała się i kończył krową. Powtarzam - każdy! A spacerów odbyły trochę. 


Były parki...


...a pogoda dopisała, więc tym bardziej przyjemne te wycieczki!


Plac zabaw...



...i wiele spacerów po mieście....




Kiedy tak patrzę na tą małą Monikę spacerującą nad brzegiem rzeki Liffey....


...sama nie potrafię(a może nie chcę) opisać swych uczuć.



Zaliczyły też muzeum zwierząt, czy jakkolwiek to nazwać:



Tam Monika poległa. Była strasznie zmęczona tego dnia i po prostu nie dała rady iść dalej:)





Siostra powiedziała mi, ze na koniec Monika podziękowała jej za cały pobyt i tak wiele radości, którą zapewniła jej Dana. Byłam zaskoczona, że Monika sama z siebie potrafiła tak powiedzieć!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz