niedziela, 29 lipca 2012

Powojniki



Kwitnie na całego. Jedne kwiaty opadają, kolejne się rozwijają. 





Wciąż wypuszcza nowe pąki, które są zapowiedzią kolejnych purpurowych piękności.



Po przeciwnej stronie drzwi kwitną ostróżki:




Wyrosły na półtora metra, niektóre nawet więcej i niedługo chyba mnie przerosną:) Niestety, tutaj wiatr sieje zniszczenie i część gałęzi łamie się pod jego wpływem. 

Niebieski powojnik - pełny, już wytwarza kolejne pąki, tym razem w wyższych partiach, więc będą bardziej widoczne. A na tyłach ogrodu... niedługo rozwinie kwiaty kolejna niespodzianka:)



sobota, 28 lipca 2012

Małosolne ogórki...



...czy to rarytas? U nas tak. 


Po raz pierwszy od 7 lat jadłam ogórki małosolne. Typowe małe ogórki gruntowe(nie te sałatkowe) mogę kupić tylko w polskim sklepie. I to muszę trafić na świeżą dostawę, żeby móc nastawić na kiszenie. W innym wypadku wszystko idzie do wyrzucenia.


Ogórki były tu od zawsze, ale nie zamierzałam jeździć do innego miasta pociągiem, a potem na piechotę wracać z siatami ogórków; aż tak się nie poświęcałam - nigdy, nawet dla takich ogórków. W tym roku postanowiłam spróbować, jako że mam możliwość podjechania autem pod sam sklep:)


Oto rezultaty moich prób:





Ogórki są wspaniałe!




Do zakiszenia wykorzystałam słoik po słodyczach.




Dziewczyny nie były specjalnie zachwycone takimi przetworami:) ale moja siostra i ja...



czwartek, 26 lipca 2012

Powerscourt House and Garden



Powerscourt w XIII wieku był zamkiem, rozbudowywanym w kolejnych wiekach. Obecnie, wraz z ogrodami, zajmuje powierzchnię 19 hektarów. Jest jednym z piękniejszych miejsc, bardzo chętnie odwiedzanym przez turystów. 

Sam dojazd do parkingów to aleja utworzona ze starych, przepięknych drzew. W takim otoczeniu jedzie się około kilometra, potem znaki prowadzą na parkingi. Płaci się wstęp, a jakże, ale uważam że cena biletu i tak jest mała w porównaniu do tego, co można zobaczyć. 

Przy wejściu należy zabrać mapkę ogrodów, bez której można się obejść, ale która z kolei udziela kilku cennych informacji. 

Pierwszy rzut obiektywu, zaraz z wejścia - to tylko "tycia" namiastka tego, co na nas czeka:




Dziewczyny, jakby wiedziały, że będzie to dłuuugi spacer, usiadły zaraz na początku i zbierały siły:





Potem już Artur ganiał je po ogrodzie różanym, usytuowanym niedaleko głównego wejścia:
 




Następnie naradzali się, którędy będziemy wędrować:




Izabela najwyraźniej się znudziła, a Monika wcale nie była zainteresowana trasą, bo obie skupiły się na oglądaniu kamyków niedaleko fontanny: 



I już mamy wspomnianą fontannę:




Zaraz niedaleko - kolejna:




Potem weszliśmy między stare drzewa - ogromne, na co Izabela zwraca Wam wszystkim uwagę:








Tu Artur jeszcze się uśmiechał, nie przeczuwał, że za chwilę będzie walczył z córkami, które koniecznie chciały wspinać się po drzewach: 




Zaraz niedaleko rozciągał się taki widok:



Jezioro Trytona i on sam, w swojej żelaznej, omszonej postaci:




Potem ogrody japońskie:



Dużo, dużo zieleni...




...wody....




...uroczych zakątków...



...jeszcze więcej wody...



...mostków...



Jest też takie miejsce, gdzie można coś zjeść - jeśli się ze sobą cokolwiek przyniosło:











Na zakończenie japońskich ogrodów - zdjęcie z siostrą:



A potem kolejny spacer - do wieży:



Izabela próbowała wyzbierać wszystkie szyszki...




...a potem przynieść je do mnie. Niestety, po drodze wypadały jej z rąk, schylała się po nie, wypadały kolejne i tak wkoło... Izabela była sfrustrowana!



Wreszcie osiągnęliśmy wieżę:



Ze szczytu można było podziwiać Powercourt House(dzięki ogromnemu zbliżeniu, które zaoferował mi aparat):



Otaczające góry:




Można było pobawić się z tatą przy armatach:




A potem... ogród włoski i piękna, dwukolorowa mozaika ułożona z kamyków:




Droga wiedzie do jeziora Trytona(już tam byliśmy, tylko od drugiej strony):




Tuż przed jeziorem - dwa pegazy:




I jeszcze raz sam Tryton - tym razem od przodu:





To wycieczka widziana moim okiem, wycieczka w moim obiektywie. Kolejny raz będą zdjęcia mojej siostry.
hrabina.ee, czwartek, 26 lipca 2012 , Irlandia - nasze wycieczki/ Ireland - our trips Komentarze (4)

środa, 25 lipca 2012

Wicklow Gap



Ostatnio pojechaliśmy na wycieczkę do Powerscourt Hause and Gardens i aby tam dotrzeć, Artur wybrał drogę przez góry Wicklow. Jak zawsze, powinnam dodać, bo każda nasza wycieczka, która zmierza w tamtym kierunku, odbywa się nie autostradą(ok. 60 minut), tylko krętą drogą przez góry. Plus jest taki, że przed oczami mamy nie widok tylnej klapy jadącego przed nami samochodu, a piękne krajobrazy. 


Tym razem pogoda była mocno-taka-sobie. Zachmurzenie utrzymywało się prawie cały dzień ,ale nie padało, co jest niezmiernie ważne. Jadąc przez góry, zrobiliśmy sobie krótki postój i wycieczkę, żeby rozprostować nogi. 

Wiclow Gap - obszar rozciągający się od Hollywood(tak, mamy swoje własne) do Laragh. Biegnie tamtędy droga - jedna z dwóch - przecinająca Góry Wicklow ze wschodu na zachód. Druga, to droga przez Sally Gap w północnym Wicklow. 
Obie drogi są niezwykle ważne - jako szlaki komunikacyjne, ale też jako szlaki turystyczne dające możliwość podziwiania spektakularnych widoków. Ja jestem oczarowana krajobrazami za każdym razem, nawet teraz, kiedy chmury przyciemniły wszystko i przytłumiły kolory. 


Zapraszam:




Moje dziewczyny pytały o możliwość dotknięcia chmur, które były tak nisko, że zakrywały część gór. Dzieciom zdawało się, że podbiegną trochę, wyciągną ręce i złapią ten biały puch.




Z parkingu powędrowaliśmy taka "ścieżką" ułożona z grubych, połączonych ze sobą, bali. Wkoło rozciągały się wrzosowiska, jeszcze zielone, ale już dające nadzieję na piękne kolory w sierpniu.





Ustawianie do zdjęcia... taa... i tak żadne nie jest takie, jak być powinno.


















Nasza najmłodsza pociecha dzielnie wędrowała w górę:




...a potem podziwiała jezioro w dole, ale już z wysokości rąk taty.



Do jeziora już nie poszliśmy - można nawet podjechać - bo głównym naszym celem było zupełnie co innego.




Obiecuję sobie, że kiedyś wybiorę się w góry sama, z aparatem w dłoni i powoli przejadę się tym szlakiem. 




Moje pociechy brodzące w morzu traw:




I na zakończenie ja:)



Kolejny wpis będzie już o pięknych ogrodach.