niedziela, 14 października 2012

Jak to z paszportem było





Nasza najmłodsza ma już 2,5 roku, ale póki co paszportu dla niej nie wyrabialiśmy. Zawsze był czas... Kiedyś się zrobi... I oto w czwartek dostałam nagle telefon z Polski. Będziemy mieć wesele w rodzinie, w Artura rodzinie. I co teraz? Wesele za miesiąc, nie ma paszportu! 
Uratowała nas możliwość wyrobienia dokumentu irlandzkiego. Jest prostsze i o wiele szybsze. 

Najwięcej problemów mieliśmy ze zrobieniem zdjęcia naszej małej. Musicie bowiem wiedzieć, że w naszym małym miasteczku zdjęcia do dokumentów robi się w drogerii. Pani opuszcza biały ekran - wydaje mi się, że to zwykła, biała roleta, i w świetle sklepowym pstryka fotę zwykłą cyfrówką. W tym właśnie momencie zaczął się problem. 
Iza i owszem, stanęła na tle rolety, po czym zaczęła się pięknie uśmiechać, co jak wiadomo, przeszkadza w zdjęciu paszportowym. Potem, na prośbę, żeby przestała, zaczęła zaciskać usta, następnie patrzeć w inną stronę, a na koniec powiedziała: nie, thanks(bo lubi mieszać troszkę tego języka, troszkę tamtego) i odeszła. I nie było mowy, żeby dała się nakłonić na zdjęcie! 
Kobietka ze sklepu, która nie jedną taka sytuację przechodziła, zaproponowała nam, żebyśmy zrobili zdjęcie w domu, na jakims białym tle i przynieśli je tutaj, a ona je wywoła jako paszportowe. 

Udaliśmy się więc do domu, gdzie, o zgrozo!, brak czystych, białych ścian. Drzwi maja nierówności, też nie nadają się na takie zdjęcie. W końcu usadziliśmy ją na łóżku, w jedynym miejscu z dość dużą powierzchnią białej(bardziej kremowej, ale kto to sprawdzi) ściany i akcja zaczęła się jakby od początku, z tym, że w zaciszu domowym, prywatnie, a nie w sklepie. 
Izabelka znów podziękowała za zdjęcia i poszła. W końcu ja zaczęłam tracić cierpliwość, ona z kolei zaczęła płakać i tak przez łzy mówi mi: psiklo(przykro). Serce mi zmiękło, poprosiłam Artura, żeby przyniósł jej jakiś słodycz i tym sposobem, przekupując, próbowałam nakłonić do fotki. 
Artur bardzo chciał mi pomóc, przyszedł do pokoju, stanął przy oknie, zasłonił światło. Przesunął się w druga stronę, Izabela zaczęła patrzeć w jego kierunku, który, niestety, nie był tym właściwym. Znowu źle! Już myślałam, że nie dam rady, że siądę tam i zapłaczę się razem z Izabelą. Wzięłam się jednak w garść, zacisnęłam zęby...

Po pół godzinie prób udało mi się zrobić dwa zdjęcia. W drogerii babka wybrała jedno i dostaliśmy upragnione foty. Później już tylko policjantka potwierdziła podpisami naszą tożsamość, podbiła dokumenty i mogliśmy iść na pocztę, gdzie babeczka sprawdziła czy wszystko mamy, zapakowała to do specjalnej koperty i dokumenty poleciały do irlandzkiego biura paszportowego. Po około 10 dniach mamy dostać gotowy paszport, który zostanie przysłany na nasz adres domowy.

Łatwe? Proste? 



Pozostało nam szukać w miarę tanich biletów i zakupić miejsce na parkingu na lotnisku, żeby zostawić tam samochód na czas naszego pobytu w Polsce. 

Ponieważ nie zawsze mam możliwość skończenia pisania w tym samym dniu, dziś dopisuję koniec, czyli...

...wczoraj w nocy kupiliśmy bilety. Będziemy w Polsce całe 10 dni. Do wyjazdu zostało mniej niż miesiąc.

Po raz pierwszy po prawie 3 latach(bez jednego miesiąca) odwiedzimy Polskę. Ostatnim razem, kiedy tam byłam, spodziewałam się Izabelki, która była z nami, a w zasadzie ze mną, już od 5 miesięcy. Dla naszej najmłodszej będzie to pierwsza wizyta w kraju; rodzina zobaczy ją pierwszy raz. Dużo emocji się szykuje, bo chociaż te trzy lata przeleciały mi nie wiem kiedy, to w środku coś ściska, kiedy myślę o tej podróży. 

Nie spotkam już niektórych osób, bo odeszły na zawsze... Nie odnajdę niektórych miejsc, bo czas nie stoi w miejscu i wszędzie wszystko się zmienia... 

Cieszę się ogromnie i troszkę się boję tej wizyty.
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz