sobota, 25 sierpnia 2012

Zaczęliśmy...







...naukę nocniczka dla Izabelki. Wiem, że niektórzy powiedzą, że za późno. Usłyszałam już setki opinii, jak bardzo opóźniona jestem, pytań: dlaczego dopiero teraz??? i zdań: moje dziecko/dzieci korzystały świadomie z nocnika kiedy miały już 9/10/12 miesięcy. 

Tak... Możliwe, że zaczęłabym wszystko wcześniej, gdyby nie wygoda pampersów. Wiecie, zapinasz pieluszkę i nie martwisz się o ciąg dalszy. 
Kolejna rzecz - Izabela nie przejawiała zainteresowania toaletą czy nocnikiem, choć podpytywałam ją i pokazywałam możliwości tychże, już dużo wcześniej. Izabela była obojętna lub na "nie". Przypominając sobie słowa mojej babci: widać to nie jej czas; będzie gotowa, zacznie - dałam sobie spokój. 

Może to i ja potrzebowałam dorosnąć do decyzji rozpoczęcia tego procesu nauczania? Może to bardziej chodziło o moje obawy, niż o to, czy Iza poradzi sobie i jak szybko? Nie wiem. 


6 dni temu zaczęłyśmy. Piszę zaczęłyśmy, bo Artur ma ten tydzień strasznie zajęty pracą i w domu jest sporadycznie, stąd jego trochę mniejszy udział w tym procesie. 


Jak to wszystko wygląda? Z mojej perspektywy jakby łatwiej niż z Małgosią. Nie mówię tu o Moni, która sama z siebie zainteresowała się wszystkim i po prostu nauczyła, patrząc na starszą siostrę. Z Gosią było o tyle trudniej, że nie miałam doświadczenia z tego typu sprawami; wszystko robiłam na podstawie przeczytanych artykułów lub opinii. Miałam mniej cierpliwości(ciąża i hormony), a może oczekiwałam cudu? Efekt był taki, że wściekałam się strasznie, latałam ze ścierą i sprzątałam.

Teraz po prostu założyłam, że będzie ciężko. Nastawiłam się na pilnowanie i zalane mieszkanie mimo wszystko. Pierwszy dzień był najtrudniejszy: ciągłe pytanie - chcesz siusiu? usiądziesz na nocniczek? Brak zrozumienia u dziecka - to kolejna rzecz i mój stres do pierwszego zalania podłogi... Potem poszło. Izabela jest niesamowicie zadowolona, kiedy zrobi to co trzeba. Następuje cały rytuał wylewania do toalety, spłukiwania, itd. 

Wczoraj - 5 dzień nauki - wybraliśmy się na zakupy do Portlaoise, zabierając Izę bez pieluszki(oczywiście w moim aucie). Droga krótka, do 20 minut. Na miejscu nie chciała skorzystać z toalety, zrobiliśmy zakupy, wciąż nic, więc wróciliśmy do domu. W sumie trochę ponad 2 godziny. Dziecko załatwiło sprawy toaletowe w domu, pozostawiając auto czyste. Uznałam to za pierwszy sukces. Kolejny, to nasza wyprawa do znajomych, gdzie Izabelka sama z własnej woli poszła do toalety i skorzystała z niej z sukcesem! 


Czyżby nastąpił przełom? Oby tak było.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz