środa, 22 sierpnia 2012

Jeżynowa uczta



W piątek - poprzedni - wybraliśmy się na spacer. Raczej wybrałyśmy się, bo Artur był jedynym, który został w domu. Pogoda dopisywała, choć chmury straszyły deszczem co kilka minut; na szczęście na strachu się skończyło. 

Wędrowałyśmy sobie w takich oto "okolicznościach przyrody":
 




Stopniowo robiło się coraz bardziej "lesiście", ale też i przyjemniej... cisza przerywana tylko odgłosami ptaków i szumem wiatru(pomijam tu odgłosy moich córek)




Na obrzeżach pełno było jeżyn, które zaczynają swój czas owocowania, więc dziewczyny nie omieszkały ich spróbować, a kiedy już to zrobiły...





Najwięcej schylałam się ja, bo moje córki jakoś nie widziały owoców...

 




Te pierwsze są jeszcze małe, ale na gałązkach widać mnóstwo kolejnych - zielonych lub czerwonawych...





W trakcie spaceru nie obyło się bez kłótni i przytulasów...





A po powrocie do domu ugotowałam kisiel jeżynowy - niesamowity w smaku! Na tę okazję Monika "zaoszczędziła" trochę owoców, które zbierała w drodze do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz