piątek, 13 lipca 2012

Najprostszy szydełkowy kapelusik






Tak, to moje pierwsze dziecko, które bez kapelusza nie rusza się z domu. Buty nałożone, a Iza woła "hat!"(kapelusz) i maszeruje do półki, gdzie leżą wszystkie okrycia głowy. Wybiera jeden, nakłada i szczęśliwa, może wychodzić z domu.


Z tego powodu zrobiłam któregoś popołudnia taki różowiutki kapelusik:




Praca szybka, bo z głowy to raz(nie korzystałam ze schematów), a dwa, że mała rozmiarowo. 





Siedziałam na parkingu i obserwowałam szalejącą gromadkę dzieci(około dziesięciorga, w tym trójka moich), a przy okazji plątałam nitki, jak mi się w głowie układało.


Iza zaakceptowała wytwór od razu, z tym, że nie chciała pozować. Wymusiłam sesję na Moniczce i to jej główka na tym zdjęciu:



Dziś, podczas jedzenia budyniu, Izabelka doszła do wniosku, że oprócz łyżeczki, rzeczą absolutnie niezbędną, jest kapelusz. Pozwoliła też na robienie zdjęć:)





Zdjęcia z łyżeczką, bo pochłanianie budyniu trwało przez cały czas robienia zdjęć:




Kwiatek też został zauważony:




Nie pytajcie, jak wyglądała sukienka!




Teraz dziergam malutkie białe i biało-niebieskie kwiatuszki różnej maści, bo będą mi potrzebne na opaskę lub coś innego, równie uroczego, a potrzebnego na chrzest. 

Jeszcze nie rezerwowaliśmy terminu, ale już rozmawialiśmy z księdzem i zapewne gdzieś w sierpniu odbędzie się chrzest Izabelki  - small, beautiful lady - jak określił ją ksiądz:) Wszystko przeciągało się w czasie, bo nie mieliśmy chrzestnych, a dokładnie chrzestnego. Była nawet opcja dwóch matek chrzestnych - tutaj to możliwe i nie ma żadnych problemów. W końcu poszliśmy po rozum do głowy i Artur poprosił swojego wieloletniego przyjaciela Plunketta. Ten zgodził się z radością i możemy już wszystko zaczynać organizować. 
Bardziej chodzi tu o samą oprawę, bo chrzest moglibyśmy już mieć w tę niedzielę. Musimy się jednak dowiedzieć, jak wszystko to wygląda po irlandzku. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz