poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Timing belt, czyli...




...pasek rozrządu... Mój renault dostał nowy rozrząd. Do tego pasek do alternatora i oczywiście zafundowałam mu zmianę oleju i filtrów, bo rok prawie minął i ponad 15 tysięcy stuknęło. 
Wygląda na to, że tak szybko się nie rozstaniemy ze sobą:)) ale też ja nie czuję takiej potrzeby. Znam ten samochód jak własną kieszeń i uwielbiam go! Czy ja już o tym wspominałam? Na pewno. Moje auto to mój drugi dom. Mam tam wszystkie potrzebne rzeczy: poduszki, koce, książki, buty na zmianę(szpilki), krem do rąk, robótkę szydełkową, muzykę, książeczki i zabawki dla dzieci, ubrania dziewczynek, drobne przekąski i wiele innych, małych aczkolwiek potrzebnych rzeczy. 
Mam nadzieję, że jeszcze ze dwa, może trzy lata pojeździmy razem. Może nawet więcej... a jeśli nie? 

Upatrzyłam już wóz dla mnie:




Honda accord, może być taka, jak ta wyżej...




...albo taka....






...a nawet taka:) W sumie kolor się nie będzie liczył, bo na kolorze się nie jeździ, prawda? Ważne, żeby był to duży, pojemny wóz. Kombi bez dwóch zdań, ale już nie 7-siedzeniowe. Wystarczy nam 5 miejsc i pojemny bagażnik. Do tego podzielona tylna sofa, tak aby można było złożyć jej część, a nie tylko całość. I oczywiście dobry system dźwięku, bo uwielbiam jeździć z muzyką. Inne rzeczy, może i ważne, ale już nie tak konieczne, mogą być, ale nie muszą.

Póki co, to są to tylko moje marzenia, ale... mam nadzieję, że kiedyś się spełnią. Wiem, że Artur czyta mój blog, a nawet komentuje, więc już ma obraz tego, co może mi kupić na urodziny:)) Pytanie tylko które? 

Kiedyś mój małżonek powiedział, że nie kupi mi szybkiego auta; miał chyba na myśli auto z dużym przyspieszeniem. Stwierdził, że wtedy bym się szybko zabiła, bo czasem lubię przycisnąć gaz. Przyznaję, lubię:)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz