środa, 8 lutego 2012

Sukienki



Zawsze lubiłam sukienki, szczególnie te letnie. Niedawno nadarzyła się okazja zakupu. Ponieważ była to wyprzedaż, a w zasadzie sam jej koniec, nie liczyłam, że znajdę coś dla siebie. A jednak...

Na wieszaku schowanym w kącie wisiały sukieneczki maxi. Chwyciłam od razu dwa rozmiary, żeby sprawdzić, który lepszy i po przymiarce, bez zastanowienia, zdecydowałam się na jedną. 




Zrobiona z delikatnego materiału, coś na kształt sztucznego jedwabiu. Zwiewna, delikatna, z mocnym marszczeniem pod biustem




Oczywiście, jak prawie zawsze, w biuście na mnie za duża. Nic to, jakoś będziemy się ratować:)



Kolejna to czerń. Bawełna, bardzo zwiewna i delikatna; pod to dany lekki, a mimo to już nie prześwitujący spód:





Drobne, srebrne cekiny na staniku(zgadnijcie jakim? za obszernym oczywiście), odcinająca taśma z takimi samymi cekinami i jeszcze trochę ich błysku poniżej:





Podoba mi się niesamowicie. Cekiny, mimo że na początku bałam się o ich nadmiar, nie przeszkadzają. Na zdjęciu widoczny jest tył, którego wycicie jest trochę głębsze. Teraz chyba muszę poszukać odpowiedniego stanika - takiego tylko na przód, bo w innym przypadku widać całe zapięcie.





I ostatnia: zakup z lata, zatem już noszony i sprawdzony. 





Cieniutkie ramiączka, które w zasadzie są tylko ozdobą, bo całość trzyma się stanikiem.




Bałam się bardzo, jak będą takie koloru wyglądać na mnie, czy będą pasować, czy nie? Jak ułoży się wzór na figurze. Siostra oceniła pozytywnie, więc chyba nie jest źle:)




Dół fruwa lekko przy każdym ruchu. Materiał to chyba żorżeta. Spód wykonany ze śliskiej tkaniny. 


Teraz tylko czekać na piękną pogodę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz