niedziela, 8 stycznia 2012

Mam nadzieję...




...że mrozów już nie będzie, a przynajmniej takich konkretnych. -4 da się jeszcze przeżyć i chodzi mi nie tyle o nas, co o moje rośliny.

Zaczęła się już jakaś wegetacja; powolna, nieśmiała, ale...




Żonkile, narcyzy, szafirki, krokusy, hiacynty i miniaturowe irysy już wystawiły czubki; zaryzykowałabym nawet stwierdzeniem, że nie tylko czubki, bo niektóre osiągnęły już 6-8cm wysokości. 


Działalność ślimaków widać wszędzie, gdzie się da:



Moje piękne pierwiosnki - a mam ich sporą gromadkę - starają się i kwitną, natomiast ślimaki wpierniczają pąki i młode liście na wyścigi. Nie gardzą też starszymi listkami. 



Cyklameny są w tej lepszej sytuacji, że ślimaki w nich nie gustują:






Przed domem, przez całą zimę, rosły i kwitły lwie paszcze:





Teraz już są to resztki kwiatów. Największy wysyp różu i białości przypadł w okresie świąt.




Lwie paszcze systematycznie przycinałam, one się rozkrzewiały i kwitły w odstępach 2-miesięcznych.


I na koniec największa niespodzianka, a zarazem największa obawa:



W środku zdjęcia, takie pomarszczone, zielone... to pąk kwiatowy jaskra, tego ogniście czerwonego, który cieszył oczy latem. Oby nie zmarzł:)

W tym roku na pewno kupię ich więcej. Są niezwykle urocze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz