sobota, 14 stycznia 2012

Był sobie zaczęty "coś"



..leżał sobie i leżał przez lata. Wraz z upływem czasu zmieniała się koncepcja... Dwa tygodnie temu "coś" dorósł do ostatecznych rozmiarów - mam nadzieję, że odpowiednich - i pozostało go ukrochmalić. Nastąpiło to dwa dni temu i oto wyniki:




3 lata trwała praca nad ostatecznym projektem - to chyba trzeci wzór(pochodzący z jakiegoś czasopisma szydełkowego), który został zaakceptowany. Sam pomysł zakiełkował chyba ponad 5 lat temu. Cieszę się ogromnie, że ukończyłam pracę. Muszę się zgodzić z Ren-ya(szydełkowała tą samą zazdrostkę), że projekt jest prościutki ale tak cholernie pochłaniający czas, że już pod koniec goniłam resztką cierpliwości.





Do zrobienia były dwie takie firaneczki, niezbyt wielkie, ale jak na moją wytrzymałość nerwową - gigantyczne. Stąd ta moja radość i tyle fotek:)




Rozetki robiło się szybko i sprawnie.




Za to wzór głównej części był prosty i nudny....










Naciąganie to też było wyzwanie, ale poszło. 





W ten sposób zakończyłam jeden z większych projektów. Po narzucie na kanapę, jest chyba drugim w kolejności.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz