środa, 28 grudnia 2011

Świąteczna wycieczka


Zgadnijcie gdzie? Do Emo!

Nie był to najcieplejszy dzień, ale ok.12 stopni się utrzymywało przez cały czas. Tak, w tym roku jest zdecydowanie lepiej, jeśli idzie o pogodę. W domu mamy już w chłodne dni 15 stopni ciepła, a nie 9-10, jak to bywało rok temu. Oczywiście ogrzewanie mam włączone, z tym, że ustawione na niską temperaturę, ale działa, a w zasadzie działało, całą dobę. Wszyscy już chyba przyzwyczailiśmy się do takich temperatur w domu i kiedy wizytujemy kogoś, już po pierwszych minutach odczuwamy to nadmierne ciepło. Ale wracając do wycieczki...


Iza pojechała w swojej wizytowej spódnicy i nowym płaszczyku:






Czasem wędrowała trzymając mnie za rękę:





Monika weszła w nowy etap: pozowania z głupimi minami:





To jedno z wielu "zaliczeń gleby" przez najmłodszą. Jednak nie to najbardziej widowiskowe, kiedy aż brodą zaryła w ziemię. Nie płakała ani razu, wstawała, otrzepywała dłonie i szła dalej. 




Czasem trzeba było coś tam poprawić...




Niekiedy Izabela poważnie rozważała skok z wysokości. Na rozważaniach się skończyło:




Oczywiście stały punkt programu - jezioro, kaczki i łabędzie, których wtedy nie było:




I po godzince powrót do domu:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz