piątek, 11 listopada 2011

Kiedy czekam na Gosię...



...i siedzę w samochodzie, czytam książki lub robię na drutach. 

W samochodzie leżą dwie książki: "Pilots wife" - autorka: Anita Shreve, którą próbuję zacząć już od dwóch lat. W zasadzie zaczęłam, ale jakoś kolejne pozycje - lepsze bądź gorsze - odciągały mnie od niej za każdym razem. Nic to, leży i czeka na swoją kolej.

Druga książka wpadła mi w ręce niedawno i całkiem przypadkiem. Spojrzałam na okładkę:


                                                

...i wiedziałam, że muszę ją kupić. Kosztowała mnie jedyne euro(już nawet nie "przysłowiowe", a całkiem realne). Kupiłam, położyłam w aucie, następnego dnia sięgnęłam... 

"Złodziejka książek"
Jedni twierdzą, że czyta się piorunem i nie ma siły oderwać się od lektury, inni mają całkiem przeciwną opinię. A ja? Dozuję sobie książkę, bo czas w samochodzie mnie ogranicza; dozuję, bo według mnie to kolejna pozycja, którą chcę się delektować. Już kiedyś tak miałam z "Traktatem o łuskaniu fasoli". 

Książka o ludziach, którym przyszło żyć w trudnych czasach II wojny światowej. 

Narratorem jest śmierć. 

Początek - dla mnie mało porywający, wręcz zniechęcający, ale zaraz potem... no właśnie, nie wiem, jak to określić; wciągnęło mnie i koniec. Podoba mi się NIESAMOWICIE!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz