sobota, 29 października 2011

Mało wpisów



...a wszystko wynika z różnych sytuacji, zdarzeń, które mają miejsce w naszym życiu. Nie to, żeby nagle coś strasznego się działo, nie. Ot, życie po prostu. Jestem zmęczona ganianiem między szkołą, przedszkolem, sklepami. W domu staram się gotować jakieś obiady, więc też ten czas muszę wyskrobać. Do tego dochodzi Monika... 

W przedszkolu nie ma przyjaciół, bo odeszli do szkoły. Znała ich prawie dwa lata, teraz jest wśród nowych dzieci. Jak opowiada, bawi się głównie sama, bo tak woli. Monika jest zupełnie inna niż Gosia. Ona nie nawiązuje znajomości w jednej sekundzie, ona potrzebuje czasu. Na szczęście nie płacze idąc do przedszkola - to już ogromny plus, ale mimo wszystko sytuacja chyba trochę ją stresuje, bo reakcje w domu sa gwałtowne, nagłe. Do tego dochodzi moje zainteresowanie Izabelą, która podczas ząbkowania(na szczęście jednego z ostatnich) jest straszna. Monika chce mojej uwagi, Iza chce mnie dla siebie... Gosia potrzebuje mnie przy odrabianiu lekcji. Wszystko na raz. I myślę, że właśnie Monika przeżywa to najbardziej. Poświęcam czas jej i tylko jej; staram się przynajmniej raz dziennie bawić się tylko z nią, zabierać tylko ją ze sobą. Może niedługo zobaczymy efekty?

Póki co robótki odłożone. Przedpokój nie skończony. Ale to wszystko, to tylko jakieś drobne sprawy. 


Oczywiście dochodzą samochody. 
Mój u mechanika - po trzech miesiącach zaczęła działać szyba elektryczna od strony kierowcy. Padła maleńka część, której cena była odwrotnie proporcjonalna do rozmiarów. Brat znalazł w PL na szrocie, bo podobno nowych nie mają w hurtowniach, gdyż nikt tego za ogromną cenę nie kupi. Mniejsza o to. Najważniejsze, że szyba działa. 
Kiedy mój renault był u mechanika, jeździłam seatem. Zaczęło padać, a w seacie jakieś kabelki były już stare i zamokły(super! w Irlandii - krainie deszczu i wilgoci - posiadanie samochodu reagującego na wodę jest jak przekleństwo). Tak więc pojechałam na zakupy, zapakowałam pełne torby do bagażnika, ruszyłam i po paru metrach samochód padł. Tak po prostu. Po środku parkingu, blokując wszystkich: wjeżdżających, wyjeżdżających, dosłownie wszystkich. Nie odpalił. Jakiś dziadek zepchnął mnie na miejsce parkingowe; przybiegli inni faceci gotowi pomóc odpalić, bo mieli kable(myśleli, że to akumulator). Auto potrzebowało tylko (i aż) 30min. Po tym czasie obeschło i ruszyło. Ba, nawet dojechałam do domu! 
Wieczorem Artur ruszył do pracy i po pięciu minutach dzwonił po mnie. Oddałam mu renówkę, a sama zostałam na środku drogi z jego seatem. Drugi raz tego dnia! Facet, obok którego domu stałam na awaryjnych, przyszedł i zepchnął seata na swoje podwórko, żeby było bezpieczniej. Ja z kolei miałam nadzieję, że po 20-30min. pojadę. Niestety. Silnik startował, ale po dodaniu gazu padał w jednej chwili. Przyjechał po mnie znajomy, zabrał auto do zakładu. Naprawili prowizorycznie, bo trzeba wstawić tam nową część - wszystkie kabelki są stare, łapią wilgoć, ucieka prąd, trzeba zatem zadziałać. Lepiej zmienić to, niż auto. 
Sytuacja z Artura samochodem zestresowała mnie strasznie. Już nawet polubiłam nim jeździć, a tu tak mnie zaskoczył! Nic to. 

Przy tym wszystkim chciałoby się jeszcze poczytać, ale w tym tygodniu musiałam przygotować obie dziewczyny do halloween w szkole i przedszkolu. Torby widzieliście, stroje za chwilę. Jak wspominałam, kupione, bo chyba bym się pochlastała szyjąc teraz jakieś kiecki. W związku z napiętą sytuacją, książka poszła na bok. W międzyczasie zaliczyliśmy jeszcze 3 urodzinowe przyjęcia u przyjaciół. Dziś było ostatnie. Po poniedziałku mam nadzieję odpocząć.  

Z tego stresu, wczoraj w nocy, zaczęłam jednak książkę H. Menkella "The man from Beijing", znaną pod polskim tytułem "Chińczyk". Nie jest to seria z K. Wallanderem. Coś nowego i już mnie wciągnęło. 

Miałam napisać o czymś jeszcze ale już nie pamiętam co to było.


Teraz kilka zdjęć.

Nasz mały czytelnik:




Zaduma:



Zapatrzenie:




Podziwianie muru:




Właśnie o tym miałam napisać - urodziny mojej siostry. Dawno temu, ale jakoś nigdy o nich nie wspomniałam:





I w końcu stroje; piątek rano tuż przed wyjściem z domu:







Gosia jak zwykle chętna do pozowania:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz