niedziela, 25 września 2011

Żeby nie było tak różowo



...ostatni tydzień spędziłam w ogromnym stresie i to nie z powodu wesela. 



Sen z powiek spędzał mi mój renault. Któregoś dnia wjeżdżając na parking usłyszałam zgrzyt przy skręcaniu. Serce mi się ścisnęło i w głowie dzwonek:co się dzieje!? Już wcześniej wpadłam w poważny poślizg na rondzie, mimo, że jechałam wolno. Potem, od czasu do czasu, zaczął mi "uciekać" tył. I odniosłam wrażenie lekkiego "pływania" kierownicy. Samochód nie reagował tak, jak przedtem, minimalnie, ale jednak...
Oczywiście prawie wszyscy panowie z otoczenie(w tym mój brat w PL), nie chcieli uwierzyć, że coś się dzieje. Stwierdzili, że baba, to wymyśla, że to niemożliwe, żeby tak ciężki i stabilny wóz wpadł w poślizg przy małej prędkości, jeśli nic nie zrobiłam. Wytłumaczenia, które znaleźli: 
- moja zbyt szybka jazda na rondzie
- przypadkowe lub celowe zaciągnięcie hamulca ręcznego(kiedy wiozłam dzieci, prawda?)

W końcu pod moim strasznym naciskiem, Artur zamienił opony: nowe, przełożył na przód(tam mam napęd), a stare na tył. Samochód zaczął jeździć troszkę lepiej, ale nie tak, jak przedtem. Umówiłam się do mechanika. W stresie czekałam kilka dni. 


W tym czasie namawiano mnie, żebym sprzedała renault, nawet za grosze, a kupiła sobie inny wóz. I już nawet przeglądałam ogłoszenia, już nastawiłam się na toyote 7-siedzeniową, już....


Nie muszę chyba wspominać o moim napięciu, o ilości kłótni, które miałam z Arturem? To on mnie próbował uspokoić, powtarzał, że jeszcze nic nie wiadomo, że powinnam poczekać do przeglądu, potem się martwić. A ja prawie płakałam na myśl o tym, że mój renault pada. Cóż jednak pozostało?


Wczoraj pojechałam na spotkanie z mechanikiem. Przejechaliśmy się autem, oczywiście nie zazgrzytał podczas prób, dopiero na sam koniec coś tam spróbował zaskrzeczeć. Wytłumaczyłam, w czym problem i powiedziałam, że nikt mi nie wierzy, a ja wożę dzieci i chciałabym wiedzieć, że mam sprawny wóz.

Przetrzepali auto. Nie sprawdziły się słowa, że to wahacze czy zawieszenie. Mam problem z drążkami kierowniczymi(stąd ta niestabilność wozu) i do wymiany idą cylinderki w układzie hamulcowym. Natomiast zgrzyt następował na skutek zjechanych tarczy hamulcowych na przodzie. Teraz zostały wyszlifowane, a w momencie, kiedy już zjadę klocki, pójdą do wymiany. 
Poza tym wóz jest sprawny i naprawdę nie warto go sprzedawać za grosze. Kamień spadł mi z serca. 


Liczę się jednak z tym, że niedługo przyjdzie mi się rozstać z moim renault i poszukać innego auta, ale to dopiero za jakiś czas. Trochę żal, kiedy o tym myślę, ale wiem, że zakup tego wozu zwrócił się nam co najmniej raz. Przeprowadził całe mieszkanie, umeblował kolejne; to na nim odnowiłam swoje umiejętności jazdy, potem Artur swoje, to na nim uczyła się jazdy od podstaw moja siostra. Myślę, że to dużo, jak na takie stare auto, a widać, że jeszcze trochę pojeździ:) Oby jak najdłużej, bo bardzo je lubię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz