niedziela, 11 września 2011

Rok szkolny sie zaczął



...już jakiś czas temu i myślałam, że będę mieć więcej czasu. Wygląda jednak na to, że niezbyt szybko to nastąpi. 


Kiedy Gosia i Monika idą do szkoły i przedszkola(Monika tylko 3 dni w tyg.), staram się ogarnąć dom, zrobić zakupy, coś ugotować i nie wiem nawet kiedy, a czas mija. Dodatkowo zabrałam się za malowanie korytarza. Farby kupiłam już w maju lub czerwcu, nie pamiętam. W wakacje miałam zamiar poprosić Artura o pomoc i zmienić kolorystykę niektórych wnętrz. No właśnie, miałam.... Wakacje minęły, a farby stały nadal. Szczelnie zamknięte.





W tym tygodniu stwierdziłam, że jeśli sama się nie zabiorę za pracę, to nigdy projekt nie doczeka się realizacji. Rozrobiłam gips i wypełniłam wszelkie dziury, które powstały podczas "użytkowania" korytarza, jak też te, które zostały pominięte przez fachowców. Następnego dnia wyszlifowałam nierówności(te po fachowcach też), taśmą wyznaczyłam pole malowania i ruszyłam do boju. 






Pierwszy raz w życiu malowałam ściany. Użyłam nie wałków, tylko padów i powiem Wam, że jestem z nich niesamowicie zadowolona. Nie chlapią, farba idzie równo - jak dla mnie świetna sprawa. 





Oczywiście nie pomalowałam całości od razu, bo mam tylko około godziny-dwóch w ciągu jednego dnia. Poza tym muszę kłaść dwie warstwy koloru jasnego i aż trzy ciemnego. To wszystko wymaga czasu. Po trzech dniach mam 1/4 za sobą; no może 1/5. Co najważniejsze, jestem zadowolona, choć był moment załamania.





Żółta farba nie sprawia mi żadnych problemów, taśmy odcinające odchodzą od ścian rewelacyjnie. Za to farba purpurowa... to już zupełnie inna historia. Dopiero po pokryciu ściany trzecią warstwą zniknęły prześwity. Tu i ówdzie została złamana równa linia odcięcia, bo farba odeszła z taśmą. Będę musiała zrobić minimalne poprawki. Póki co jestem zadowolona. Tym bardziej, że nie mam pojęcia o malowaniu! Wszystkiego uczę się na błędach; czasem dostanę jakąś ekstra radę. I tak powoli zdobywam doświadczenie.


Dlaczego Artur nie udziela się w malowaniu? Ponieważ wie, że tak naprawdę kocham to robić. Zostawia mi wolne pole do działania. Duże powierzchnie "załatwia" on, ale małe pozostają dla mnie. Szczególnie, gdy jest to malowanie "udziwnione", jak je nazwał.


Dodam jeszcze, że te jednolite kolorystycznie powierzchnie tylko teraz są jednolite. Już niedługo dopasuję je do wzoru na lustrze, które zakupiłam niedawno w ikei. Malowanie wzoru to dopiero będzie zabawa. Póki co, muszę znaleźc kogoś, kto mi to lustro powiesi, bo z każdym dniem wzrastają we mnie obawy o całość szkła.



Przy okazji mojej przypadkowej wizyty w charity, znalazłam półeczkę:




Tylko chwilowo stoi w rogu korytarza. Docelowo pójdzie do pokoju dziennego lub jadalni, ale po przemalowaniu na biało. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz