czwartek, 14 lipca 2011

Ogólne rozleniwienie a może coś innego?



W każdym razie jakoś zebrać się nie mogę, żeby napisać o Clonmacnoise i Glendalough. Zwykle piszę coś tytułem wstępu, żeby było wiadomo co to za kolejna ruinka pojawi się na zdjęciach, a teraz właśnie ten wstęp ani za mną, ani przede mną. Co mówić o reszcie? 

Mój dawny aparat cyfrowy jest dobry. Rodzice wzięli go do PL, żeby sprawdzić i okazało się, że to nie matryca, tylko zablokowanie kart nastąpiło. Ponieważ przez tyle lat, nigdy coś takiego mnie nie spotkało, to i nie wiedziałam, że takie cuda się zdarzają. Teraz będziemy mieć dwa ustrojstwa:) W sumie dobrze, bo przywykłam do swojego starego aparatu i ciężko mi było na duszy, kiedy myślałam, że umarł na amen. Jest mały, poręczny, ale też taki, że czuje się jego wagę w ręku:) Takie właśnie rzeczy lubię. Podobnie mam z komórkami: nigdy nie mogły być mikroskopijne(owszem małe, ale nie takie, że zamkniesz w dłoni) i należeć do wagi piórkowej, bo to mi się nie podobało. Teraz, kiedy wiem, że da się moją cyfrówkę  odratować, czekam z niecierpliwością na jej powrót:)


Dalej jestem na diecie. Nie mam pojęcia ile czasu, bo przyznam, że nie liczę dni i tygodni. Jem to co lubię, nie czuję ssania i tak może być. Jakieś 3 tygodnie temu zmieniłam rozmiar ubrań. W końcu weszłam w to, co nosiłam na studiach. Przyznam, że jestem zadowolona, bo nawet do głowy mi nie przyszło, że kiedyś jeszcze założę te wszystkie spódnice. W niektórych jeszcze przydałoby się ok. 1cm luzu, ale to już drobnostka. Minus jest taki, że część ubrań musze odłożyć - mam na myśli oddać lub cokolwiek z nimi zrobić, żeby nie było ich "na wszelki wypadek". 
Z przyjemnością zakupiłam sobie nowe dżinsy i kilka bluzek, tudzież sweterków. I oby tak dalej.


W robótkach na razie zastój. Od dwóch miesięcy leży szydełkowa serweta i czeka zmiłowania, ale jakoś nie znajduję czasu, żeby ją zblokować. Leżą pocięte pasy na kolejne bordery z kwadratów do mojej "prawie skończonej" narzuty. Wszystko czeka...



...ja tymczasem zagłębiam się w ilustrowany przewodnik po Irlandii, który nabyłam droga kupna w naszym charity shop, za całe 2 euro. Jest niesamowicie szczegółowy, a w połączeniu z przewodnikiem Pascala, tworzą naprawdę niezły duet.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz