niedziela, 17 lipca 2011

Jerpoint Abbey



Druga część wycieczki do hrabstwa Kilkenny. O zamku w mieście Kilkenny już pisałam; zaraz po pikniku spakowaliśmy się i pojechaliśmy do opactwa Jerpoint. 


W wielu przewodnikach opisane jest jako jedno z najbardziej imponujących i uroczych miejsc, pozostałych po opactwach Cystersów. Klasztor został ufundowany w 1158r dla Benedyktynów, dopiero potem zasiedlili go Cystersi. 
Trójnawowy kościół otaczają budynki gospodarcze, refektarz, dormitorium. Wokół części środkowej - jakby podwórza - biegną przepiękne krużganki.

Wszystko to oczywiście tworzy malowniczą ruinę, odwiedzaną dość często przez turystów. Tylko podczas naszej wizyty przeszły dwie grupy z przewodnikami, którzy szeroko opowiadali o historii klasztoru i okolic. My oczywiście z przewodnika nie skorzystaliśmy(przerabialiśmy to w jaskiniach), bo nie było sensu. Pochodziliśmy sami, pooglądaliśmy. Podczas tej wędrówki, zajrzałam przez wąziutką, wysoką szczelinę w murze - wywietrznik zapewne - w głąb ciemnego pomieszczenia. Zobaczyłam niewiele w nikłym świetle, ale owiał mnie zapach wilgoci i starości. Od razu w mojej głowie pojawiły się migawki z dzieciństwa, z wizyt w starych spichlerzach, czy zawilgoconych budynkach. I to wspomnienie "oswoiło" trochę te ruiny.


Nie wiem, czy określiłabym to miejsce imponującym i niezwykle urokliwym? Widziałam takie, które zrobiły na mnie większe wrażenie, ale oczywiście wszystko zależy od punktu widzenia.


Z wejścia klasztor wygląda tak:





Budowle łączą w sobie styl romański i gotycki. Gotyk szczególnie uwidacznia się w pięknych łukach sklepienia, które pokażę na jednym ze zdjęć. Widać go także w części okien. 


Zanim wejdziemy do środka, mijamy stary cmentarz:




...i już jesteśmy w kościele, a w zasadzie w jego ruinach:



To jedna z bocznych naw; moją uwagę zwróciła grubość murów - imponujące! Piękne były rzeźbienia na kolumnach, łukach, czy innych elementach budowli.


Krużganki robiły wrażenie:



Tutaj rzeźbienia zachowały się tylko na niektórych kolumienkach; reszta została zniszczona, a potem zastąpiona zwykłymi, gładkimi słupkami.





Widok na część kościelną:




W kościele zachowało się sporo płyt nagrobnych; jako ciekawostkę przewodnicy pokazują płyty nagrobne dwóch rycerzy z XIIIw.





W końcu obiecane łuki sklepienia:



Oczywiście jak najbardziej porośnięte grzybem, ale tutaj to chyba nikogo nie dziwi, a nawet zaryzykowałabym stwierdzeniem, że nie przeszkadza. Pleśń na murach, w domach - nawet tych współczesnych - jest jakby nieodłącznym elementem:) 




Uwielbiam gotyk za tę strzelistość, smukłość, lekkość. Pierwszy raz zetknęłam się z nim w zamku w Malborku. Wywarł on na mnie niezapomniane wrażenie.

I ostatnie zdjęcie:




Rzeźbienia są zachwycające! 


Zdjęć z wycieczki przywieźliśmy całe mnóstwo; wiele na nich węzłów celtyckich i innych typowych dla Irlandii motywów, ale już nie będę zamęczać Was kolejnymi ujęciami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz