wtorek, 19 lipca 2011

Glendalough, Co.Wiclow








Góry Wiclow - największy teren górski w Irlandii, miejsce działań partyzantki, atakującej wojska brytyjskie. Partyzanci nękali Anglików tutaj tak skutecznie, że ci zbudowali ufortyfikowany szlak, ciągnący przez góry aż do przełęczy Sally Gap(Przełęcz Siodła). Obecnie droga używana jest przez turystów do wędrówek po górach.

Nie dotarliśmy do Sally Gap. Tym razem pojechaliśmy do Glendalough, co w języku irlandzkim oznacza Dolinę Dwóch Jezior. Atrakcją są malownicze krajobrazy górskie, jeziora i opactwo założone przez św. Kevina, który zmarł ok. 618r. Wokół jego grobu zbudowany został klasztor, który przetrwał setki lat. Był łupiony przez wikingów, odbudowywany, następnie niszczony przez Anglików i także podniesiony z ruin. 

Podczas jazdy samochodem udało się zrobić kilka ujęć mijanych wzniesień:














To, co na miejscu rzuca się w oczy od razu: okrągła wieża na tle zielonej ściany lasu porastającego zbocza gór:




Wieża służyła mnichom do obrony. Wejście umieszczono wysoko nad ziemią; do środka wchodzili po drabinie. W wieży przechowywali zapasy jedzenia, picia oraz to, co było w klasztorze najcenniejsze, głównie księgi. Była też druga funkcja tej budowli - dzwonnica wzywająca na modły.






Tuż obok wieży - tak to wygląda na zdjęciu, w rzeczywistość wieża jest daleko z tyłu - kościół św. Kevina:






I w końcu sama wieża:









Ruiny klasztoru otacza cmentarz z grobami starymi i tymi całkiem współczesnymi: 





Jak widać, niektóre płyty układają się malowniczo, tworząc przejścia:




W oddali cmentarz całkiem współczesny:










Idąc dalej kierujemy się w stronę pierwszego jeziora - Upper Lake(Jezioro Górne); tuż za nim, można rzec, leży drugie jezioro - Lower Lake(Jezioro Dolne). Do tego, niestety, nie dotarliśmy ze względu na meszki(jeszcze podobno nie takie straszne!) i na wolno poruszającą się Izę. Cóż... czeka nas kolejna wycieczka w tamte strony:) Zapewne nie jedna, dodam, bo okolica jest piękna. Część terenu, na którym się  znajdują góry, obejmuje Park Narodowy Gór Wiclow.

Takie krajobrazy towarzyszyły nam podczas całego spaceru nad jezioro:




Dziewczyny pomykały trasą dla dzieci - specjalnie chyba skierowaną po korzeniach, kamieniach i dołkach:




I w końcu pierwszy cel osiągnięty(jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, że dalej nie dotrzemy):




Jeszcze kilka zdjęć... Z "poświęceniem" weszłam do wody, żeby tylko zmieścić się w kadrze:




Po pikniku ruszyliśmy dalej, aby po 10 minutach zrezygnować. Izabela postanowiła skorzystać ze swobody i maszerowała sama. Co się z tym wiązało? Postój po każdych dwóch metrach, rozglądanie się i tuptanie na boki, i tak cały na okrągło; meszki w tym czasie nie próżnowały. Po tym, jak poczułam sto pięćdziesiąte ósme ukąszenie, zrezygnowałam. Mimo protestów, chwyciłam małą na ręce i zawróciliśmy z trasy.
W przyszłym roku pojedziemy tam wcześniej(maj, czerwiec?). Chyba, że wybierzemy się jeszcze w tym roku, w sierpniu, na oglądanie kwitnących wrzosowisk, którymi pokryte są zbocza gór.




Wszystko to, co opisałam, można zwiedzać samemu lub z wycieczkami prowadzonymi przez przewodników; pieszo, rowerami, bądź autokarami, jednym słowem tak, jak komu wygodniej. Ze swej strony moge zapewnić, że warto.


  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz