sobota, 14 maja 2011

Twórczość dzieci



Nazbierało się tego troszkę. Ciągle robiłam lepsze zdjęcia i ciągle coś mi nie wychodziło. W końcu wstawiam to, co mam, bo dziewczyny się niecierpliwią. 

Na pierwszy rzut idą malowane talerze. Od razu widać który jest czyj. Monice musiałam pomóc w malowaniu zarówno napisu jak i innych elementów. Gosia talerz pomalowała i podpisała sama. Co prawda mało widać, ale pod sercem jest na niebiesko wypisane: Margaret. Talerzyki stoją w kuchni na półkach.





Kolejna rzecz -ramki. Tu musiałam pomóc naprawdę sporo, ponieważ odmierzanie prostokątów, szkicowanie konturów na tekturach i kredowych papierach, było trochę ponad ich siły. Gosia pomagała sporo, Monika znudziła się po 10 minutach i musiałam dokończyć jej ramkę, bo byłby potem problem.

Ramka-książka wykonana z Gosią:


Powinna składać się do środka, ale zrobiłam wedle instrukcji i wyszło, jak wyszło. To tak, jakby wkładać zdjęcia na zewnętrznych okładkach książki.


Ramka Moniki: 


Tu ten sam błąd w instrukcji; robiłam hurtowo elementy, więc błąd powtórzyłam. Dopiero na końcu wyszło, co jest nie tak. W tym jednak przypadku udało się zagiąć tekturę do środka.


Sam pomysł na ramki jest niezły, ale uważam, że producent nie przemyślał jednej sprawy. W zestawach jest papier kredowy do oklejania ramek. Duży arkusz złożony jest w naprawdę mały prostokąt i zaprasowany na kantach. Choćbyś na głowie stanął, zagięć nie wyprostujesz, nie ominiesz i wyglądają średnio na gotowych już ramkach. Załamania bardzo psują efekt.

Kolejne ramki - te były banalnie proste. Tektura miała perforacje, dzieci wypchnęły tylko podpórkę i okienko, i gotowe. Pozostało ozdobić. Moje córki specjalnie kreatywne w tym dniu nie były. 

Ramka Gosi:



Radosna twórczość Moniki:




Teraz mój wytwór. Czapka dla Izabelki. Zwykła, bawełniana, wiązana pod brodą. Zasłania uszy, troczki nie pozwalają dziecku zbyt szybko pozbyć się niechcianego nakrycia głowy. Pewnie zastanawiacie się dlaczego nie kupiłam w sklepie? Otóż u nas takich czapeczek praktycznie nie ma. Jak już są, to bez troczków lub za małe. I tu niespodzianka. Moja Izabela gigantem nie jest. Głowę ma mniejszą niż większość irlandzkich maluchów, a mimo to nie mieści się w czapki dla rocznych dzieci. Zastanawia mnie, jak oni w takim razie wpychają to na głowę swoim dzieciom? Inna sprawa, że nie bardzo przejmują się przewianymi uszami, stąd albo brak czapek, albo kapelusiki bez troczków(a wiadomo, jak długo takie coś pozostaje na głowie).

Ta czapeczka jest próbna. Do jej uszycia użyłam zbyt małego kaftanika bawełnianego z gotową aplikacją. Jako szablonu użyłam małej czapeczki ze sklepu, dodałam około 2cm + 0,5cm na szwy i wycięłam. Brzeg podłożyłam i przyszyłam zygzakiem: nie strzępi się i jest od razu przymocowany.
Z rękawów uszyłam troczki. 
Początkowo miałam dodać jakiś kwiatek lub coś w tym stylu, ale zostawiłam wszystko jak jest i oto...




...próbna czapka gotowa.



Leży całkiem nieźle na głowie:



Jest jeszcze trochę luzu, więc nie ma groźby szybkiego wyrośnięcia.




Uszy zakryte, Izabela, zdaje się, że zadowolona...


W kolejce czeka kwiatuszkowa czapeczka - skrojona też ze zbyt małej bluzeczki. 

Czy mam opory, żeby przeszywać za małe ubranka na coś innego? Nie. Według mnie to dobre wykorzystanie materiału. Poza tym bawełna jest mięciutka, często ma gotowe aplikacje lub śliczne wzory. Oczywiście ubrania muszą być czyste, a w przypadku Izabeli niewiele takich pozostaje. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz