sobota, 26 marca 2011

Znowu kilka rzeczy



Wypruta dziś jestem doszczętnie. 



O drugiej odbyła się zaległa impreza urodzinowa Małgosi. Ponieważ w okolicach urodzin Gosia była chora, a potem rozwinął się cały łańcuszek chorobowy - zarówno u nas, jak i u innych - termin zarezerwowaliśmy dopiero na końcówkę marca. Nie było zbyt dużo osób. Dzieciaki bawiły się w centrum rozrywki, my "skakaliśmy" koło rodziców, a potem musiałam jeszcze pojeździć troszkę: odwieźć do domu, zrobić zakupy, wpaść do Ann... 
Do tego wszystkiego mój renault zaprotestował troszkę. Podejrzewam, że to paliwo, które zatankowaliśmy kilka dni temu. W nowym miejscu - niby tańsze i Artur się połakomił. Nigdy, przenigdy nie zatankuję na innej stacji! David podejrzewa, że może mi przyblokowało filtr paliwa. Zobaczymy.


Jakoś tak ostatnimi czasy nazbierało się problemów samochodowych. Zmusiłam Artura, żeby w końcu podstawił swojego seata do mechanika. Wycieraczki przednie i tylne włączały się kiedy chciały i potrafiły "wachlować" na sucho pół drogi, po czym wyłączały się same. Mechanik wymienił wszystko - kosztowało to sporo, nie powiem, ale według mnie było warte. Pozostał jeszcze płyn hamulcowy. Może zainteresuję się tym, kiedy Artur pojedzie do Polski?

Oprócz tego zeszło powietrze z jednego koła w Artura samochodzie. Okazało się, że był tam gwóźdź. Załatali oponę, obyło się bez kupowania nowej. Ale już dwa dni później w moim samochodzie była przebita opona. I teraz pytanie: czy samo się stało, czy to robota kogoś? Przebicie było na boku, dosłownie pół centymetra nad kołpakiem i była to czysta, prosta dziura po czymś ostrym. 
Musiałam zmienić obie przednie opony. Na szczęście nasz sąsiad Irlandczyk podał nam namiary do kolegi. Zadzwonił do niego i dostałam dwie nówki w cenie jednej, razem z wymianą. Cieszę się ogromnie, bo inaczej nie byłoby wesoło. Oczywiście nie ma tego złego... Opony przednie miałam już łyse, więc i tak musiałabym je kiedyś wymienić. Za jakiś rok, może wcześniej, będę musiała to samo zrobić z tylnymi. Już i tak są starte i NCT przeszły na granicy.
Mark zastanawia się czy ktoś mi nie przebił opony. Wolałabym wierzyć, że to się stało tak po prostu, w czasie jazdy. 


Z przyjemniejszych rzeczy: dziś dotarł do nas kurier z PL i dowiózł dwie paczki. Dostałam mnóstwo książek, które kiedyś kupiłam w merlinie. Cieszę się ogromnie! Tylko na półkach nie ma już miejsca. 


Teraz ogród.

Hiacynty szaleją:




Ludziom najbardziej podobają się te purpurowe. 








Niezapominajki mają coraz więcej niebieskości:



A stokrotki wychylają się nieśmiało zza hiacyntów.


 
Jeśli idzie o robótki... cisza. Czytam " The fifth woman" - "Piąta kobieta" H. Mankell, w kolejce stoją jeszcze inne pozycje. Nie wiem kiedy wrócę do szydełka:)


W środę wstaję o nieludzkiej porze i odwożę Artura na lotnisko. Nie lubię, kiedy odlatuje bez nas. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz