środa, 2 marca 2011

Kilka słów o zasłonach



Ponieważ w zimie mamy dużo pochmurnych dni, staram się dobierać jasne rzeczy do naszego domu. Dotyczy to także zasłon. Pierwsze - kupione na szybko, bo czas gonił - miały kolor żółty; taki delikatny, przytłumiony. Kiedy świeciło przez nie słońce, pokój zalany był kremowo-żółtym światłem.

Po jakimś czasie spotkałam zasłony białe. Zakochałam się w nich i kupiłam. Oto one:




Zdjęcie musiałam nieco obrobić, żeby cokolwiek było można zobaczyć. Faktyczny kolor, to delikatnie złamana biel. Tło jest całe z połyskiem, kwiaty też wyszyte nicią połyskującą, ale w trochę innym odcieniu. 





Generalnie nie jestem zwolenniczką takich wzorów, ale coś mnie urzekło w tym materiale, może te maki? 







Nadeszła wiosna i... przypadkowo trafiłam na kolejne białe zasłony:




Tym razem z motywem gałązek, ale kolor niemalże identyczny. Może odrobinkę ciemniejszy. Zasłony są krótsze - kończą się zaraz za parapetem, gdy tymczasem poprzednie sięgały podłogi.



Te także mają połyskujące, śliskie tło.

Jeśli idzie o pranie i prasowanie, to pierwsze uprały się świetnie(w 50 stopniach z ustawionym programem "łatwe prasowanie"). Żelazko z parą na najwyższym poziomie usunęło wszystkie zagniecenia. Zatem... zadowolona jestem bardzo. 


Zmieniłam też zasłonki w pokoju dziewczyn. O tym niedługo:)  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz