sobota, 29 maja 2010

Rodzinnie i dzieciowato



Trochę zdjęć dla Rodziny, żeby wiedziała, jak najmłodsza rośnie:) i co się u nas dzieje.


Tata uwielbia rozpieszczać swoje maleństwo - nosi na rękach dopóki mu się to nie znudzi(Izie natomiast nie nudzi się nigdy): 



Ten wściekle różowy pajacyk dostaliśmy od naszej sąsiadki Irlandki. U nich, jak dziewczynka, to róż i koniec! Są co prawda wyjątki, ale nieliczne.


Przyznaję, że ja też czasem ją noszę:


Iza na powyższym zdjęciu ma około 3 tygodni.



Moje starsze córki tuż po przebudzeniu:







I ponownie najmłodsza, na dworze, kiedy było jeszcze dość chłodno - stąd ten kocyk:




Zdjęcia poniżej robione były wczesnym rankiem, kiedy słońce zalewa nam pokój dzienny, dlatego ta przewaga żółtego koloru(i mniejszy rozmiar):




Właśnie tydzień temu Iza zaczęła się uśmiechać, tak świadomie, reagując na nasze uśmiechy i "chachania" uskuteczniane w jej obecności:





Czasem jest to uśmiech delikatny, czasem szerszy, a niekiedy naprawdę szeroki.


Nasze dzieciaki po wycieczce:


Siedzenia mają w bagażniku - frajda niesamowita. Gosi kolega stwierdził(po wycieczce naszym samochodem), że mamy najfajniejsze auto, bo można jeździć w bagażniku:))


Iza uwielbia spać na kocyku rozłożonym na podłodze. Rączki w górze, błogi spokój na twarzy i śpi w największym hałasie:







A tu już egoistycznie pochwalę się swoim tortem - wybieranym przez małżonka:


Świeczka jedna, symboliczna, bo 32 zbyt bardzo posiekałoby tort. Kolejny rok za mną, ale czy czuję się starsza? Ani trochę. Czasem nie mogę uwierzyć, że mam męża, trójkę dzieci, że jestem odpowiedzialna za tyle osób.


Tutaj dowód, że też jadłam swój tort:



Na moim prawym ręku świeci pierścionek, który dziś dostałam od Artura - claddagh ring - tzw. irlandzki pierścień ślubny.


Na moim ręku wygląda tak:


A tutaj ze strony internetowej - żeby pokazać szczegóły, bo ja tak nie potrafię zrobić sobie zdjęcia:



Podobno początkowo był bez korony; dopiero pod wpływami francuskimi ją otrzymał. Osoby będące w małżeństwie noszą sercem do dołu - jak na zdjęciu, osoby wolne - odwrotnie.

czwartek, 27 maja 2010

Trochę o ogrodzie



Trochę zaczęło się dziać w moim ogrodzie, odkąd dni stały się cieplejsze. Moje dwie pelargonie bluszczolistne już nie stoją smętnie w doniczkach:




Powędrowały do skrzynek na parapety: jedna rośnie w towarzystwie bakopy, a druga scaevoli:








Przed drzwiami frontowymi rosną werbeny:




Towarzyszą im lobelie, które po przekwitnięciu, wymienię na coś innego:



A poniżej "rzut wzdłużny" na mój ogródek z trawnikiem:
 



I jeszcze to, co nie zostało ujęte na zdjęciu poprzednim:




Obok doniczki z werbeną rosną floksy płomykowe, ubiorek i lobelie:




A na płot - mam nadzieję - wejdzie groszek pachnący, który w końcu zaczął rosnąć:




Natomiast mój trawnik wygląda tak:


Jak widać, daleko mu do ideału, ale tutaj to norma. 


W moim ogródku(szumna nazwa) jest wszystko. Taką przyjęłam koncepcję. Po roku zobaczymy co będzie się tutaj najlepiej prezentowało i, a może przede wszystkim, udawało. 

niedziela, 23 maja 2010

Parę okrążeń



Tylko tyle przybyło w tym czasie. Naprawdę jakoś nie mam czasu, a może nie potrafię tego wszystkiego pogodzić? 

Moja praca w tej chwili wygląda tak:






Poza brakiem czasu ze względu na posiadanie dzieci, zrobiła się przepiękna pogoda(jutro ma się kończyć) i całe dnie spędzamy w ogrodzie, więc serwetka nie zostanie zbyt szybko skończona. 

wtorek, 18 maja 2010

Nasza trzylatka



Dziękujemy za wszystkie życzenia powrotu do zdrowia. Jakoś żyjemy i nawet zaliczyliśmy małą "imprezę".



Tą imprezą były urodziny Moniki - urodziny w gronie domowym.


Balony - po prostu musiały być:





Oczywiście tort - z jedną z ulubionych bajkowych postaci - Dzwoneczkiem:




Potem zdmuchiwanie świeczek:




I debata: kto co zje? Zaraz też dziewczyny zaczęły pałaszować kwiatki:





Oglądanie i czytanie życzeń:




...a potem prezenty:








W międzyczasie tort został lekko zmasakrowany:





...książki...



...naklejki...




...ciastolina ze sprzętem...



...walizeczka...



A Gosia w tym czasie cichaczem podgryzała tort:)





Potem tata z nożem wkroczył do akcji:





...i można było zacząć jeść:



Chyba smakowało?


Natomiast najmłodsza Izabela przespała całą imprezę. Może za rok już nie uśnie:))

piątek, 14 maja 2010

Cisza



Kiedy skończę szycie sukienki - nie mam pojęcia. Dlaczego?

Obie z Izą zachorowałyśmy i to tak skutecznie, że lekarz dał nam antybiotyk bez mrugnięcia okiem. U mnie oczywiście zatoki - tym razem nie tak ciężko, bo krwi nie ma - które powodują, że tracę chęć do życia. Izabela złapała coś ode mnie(a może od sióstr, które wcześniej przeszły chorobę?) i też ma leki. Obie snujemy się po domu od wtorku i nic nam się nie chce. Wszelkie prace odłożone. Mam tu na myśli robótki, bo życie, jak to życie, toczy się i wymaga zaspokojenia pewnych potrzeb. Obowiązki należy wykonać i koniec. Kropka. Gosia chodzi do szkoły, więc każdego ranka trzeba wstać i ją zawieźć, potem odebrać, odrobić pracę domową. 

Na pewno z dwójką małych dzieci było łatwiej - chodzi mi o okres, kiedy urodziła się Monika. Wtedy przede wszystkim nie gonił mnie czas. Rankami mogłam "wygrzebać się" o której chciałam i nic się nie działo. Teraz nie ma tak lekko. Dobrze, że chociaż Iza ma wewnętrzny zegarek i budzi się około 6 rano. Wstając o tej porze mam szansę na wyrobienie się ze wszystkim. Dobrze, że jest moja siostra, która zostanie z małą w domu. Ale ta sielanka się skończy i wtedy naprawdę trzeba będzie się sprężać, żeby z trójką dzieci wszędzie zdążyć. Pocieszam się, że do tego momentu jeszcze "chwilka" pozostała i wszelkie obawy "jak to będzie" odkładam na półkę z napisem "NIE OTWIERAĆ". Staram się być jak Scarlett O'Hara: żyć teraz zasadą - pomyślę o tym jutro. 



Mam cichą nadzieję, że choroba nas opuści i wkrótce życie wróci do równowagi, a ja wykażę się większym zapałem do wszelkich robótek. Póki co... cisza na blogu.

poniedziałek, 10 maja 2010

Góra sukienki, jakby prawie...




...skrojona. Prawie, bo zabrakło jednej części podszycia. 


Wybrałam materiał w taki delikatny wzór kwiatowy:






Tutaj skrojona góra sukni:



Ponieważ między jednym, a drugim etapem szycia upływa sporo czasu, w trakcie zmienia mi się wizja sukienki. W tej chwili stanęło na opcji, że ożywię troszkę ten materiał, doszywając pasek i robiąc wykończenia w mocniejszym kolorze. Jaki będzie finał... zobaczymy za jakiś czas. 

sobota, 8 maja 2010

Iza po raz pierwszy w Emo



W tym roku pogoda nas nie rozpieszcza. Wszyscy czekają na to ocieplenie, a tu nic. Korzystając z dzisiejszego słońca, pojechaliśmy do Emo. Nigdzie dalej jeszcze się nie wybieramy, bo Iza jest troszkę za mała.

Dziś zdjęcia bardzo monotematyczne - trochę wiosennej zieleni i nasza rodzina na spacerze. 


















Monika próbowała złapać motyle. Ganiała za nimi wszędzie.




Po spacerze trzeba było coś zjeść.



Gosia była przezorna i zabrała kanapki z domu. Podzieliła się nawet z Moniką!



Najmłodsze dziecię też zapragnęło coś skonsumować:



I chyba posiłek na świeżym powietrzu bardzo jej smakował i dobrze posłużył, bo zaraz po nim szybciutko poszła spać. Niespełna 3-tygodniowa Iza chyba troszkę podrosła, aczkolwiek wszystko jest jeszcze na nią za duże - co widać na załączonym obrazku.