piątek, 24 grudnia 2010

Zimowego maratonu ciąg dalszy



Jakoś ta zima nie chce od nas odejść. I ja rozumiem, że pięknie, że można robić bajkowe zdjęcia... Uwierzcie, te wszystkie ośnieżone drzewa i krzewy, pokryte szronem krzaki i kamienie, wynurzające się zza zakrętu, albo wyłaniające się zza górki,(bo nawet u nas terenów równinnych nie ma) warte są cyknięcia foty. Tylko jakoś to nie cieszy, kiedy w domu ma się tylko trochę cieplej niż na dworze. 
Próbuję nie narzekać, bo w sumie jest się z czego cieszyć. Przynajmniej dzisiaj, kiedy mam wodę w kuchni. I tylko w kuchni. I tylko lodowatą! Ale jest. Zobaczymy, jak będzie jutro. Jedno co wiem, to to, że te święta zapamiętamy na długo. 
Panowie hydraulicy zapowiedzieli, że będą nam rozkuwać ściany właśnie dziś, w wigilię, ale ostatecznie nie zjawili się twierdząc, że musimy poczekać do poprawy pogody. To czekamy... Dzieci mam zahartowane, więc na szczęście nie chorują nawet po spaniu w tak niskich temperaturach. Dziś w nocy mieliśmy 11 stopni w sypialniach, mimo tego, że grzaliśmy wieczorem elektrycznymi piecykami. Iza ma trochę kataru, ale nie mam pojęcia czy z zimna, czy z powodu zębów. 

Ale co tam zima i brak grzania. Nie jesteśmy sami. W dokładnie takiej samej sytuacji jest Leaanne - która wyjechała z dziećmi do matki, zostawiając dom na pastwę losu i Corina, która grzeje kuchnię i tam spędzają święta:))
W każdej chwili możemy pojechać do Ann i Davida, którzy dzwonią i pytają jak jest i czy aby na pewno nic nam nie potrzeba. Ba, nawet nasi polscy sąsiedzi zapytali mnie dziś(kiedy przypadkowo się spotkaliśmy na parkingu) czy nadal nie mamy grzania? Po trzech dniach! Stwierdzili, że mieli nawet do nas wpaść i zapytać, jak tam, ale jakoś tak wyszło, że nie dotarli:)) Nic to. 

A teraz coś na pocieszenie dla mnie, a do pooglądania dla Was. Choinka tegoroczna zyskała kilka ozdób. Wszystkie są pojedyncze; urzekły mnie swoim błyskiem i czymś, co przypomina mi trochę dawne zabawki na choinkach:




Na szczycie anioł, a wkoło anielskie włosy. Choinka ma prawie dwa metry i jest dość rozłożysta, co stanowi niejaki problem w naszym mieszkaniu. 


Kolibra nie mogłam ując tak, żeby wyszedł ostro. Może za ciemny?
































Najbardziej podoba mi się anioł - ten powyżej i konik na biegunach. Koliber też ma wysokie noty. Artur wybrał choinkę i różowe pióro, dzieciaki oczywiście ptaszki, jelonka, aniołki, ale najchętniej kupiłyby wszystko. 



Pozdrawiam świątecznie z pomalowanej na biało, Zielonej Wyspy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz