poniedziałek, 27 grudnia 2010

Woda i grzanie wróciło...



...dzisiejszego ranka. O 5 nad ranem usłyszałam huk w rurach, potem dudnienie i szum w łazienkach. Obudziłam Artura i zmusiłam go, żeby poszedł zobaczył, czy nas przypadkiem nie zalewa. Na szczęście nie, rury wytrzymały. To lód w zbiorniku ciśnieniowym zaczął opadać i huczeć. Dobrze, że cały zbiornik nie spadł na nas:)) Około 7 Artur zszedł z dziećmi na dół i włączył ogrzewanie, żeby sprawdzić czy działa. Załączyło się i kolejny huk - lód  schodził z rur - zapewne był wprowadzany w obieg ciśnieniem wody i tak sobie grzechotał. 
Nie macie pojęcia, jaka jestem szczęśliwa, że po 4 dniach temperatur w granicach 8 stopni(na dole) i 11-13(na górze), w końcu jest ciepło!
Za to sąsiad przybiegł dziś do nas z wiaderkami, bo u nich brak ciśnienia i nie mają wody. Mam nadzieję, że wkrótce się wszystko unormuje; dziś termometr w samochodzie pokazywał 8 stopni. Oby tak dalej! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz