środa, 15 grudnia 2010

Dalsze postępy w narzucie



Wyciągnęłam szycie, bo czemu nie? W końcu święta niedługo, nic nie zrobione, a jutro jeszcze samochód idzie do mechanika. Pada sprzęgło. Z tym, że co się dziwić 11-letniemu autu? W końcu zażyczyło sobie wymiany. I wiem, że będzie to nas sporo kosztować, ale mam nadzieję, że to TYLKO sprzęgło. Wstawiamy do Irlandczyka, bo niestety, ale nasz polski mechanik okazuje się chyba nie całkiem kompetentny. Wszystkie francuskie samochody podłącza pod jeden program - dla peugeot'a i w ten sposób sprawdza elektronikę. Wolę nie dawać już tam mojego auta. 

Wracając do szycia...

Połączyłam już wszystkie mniejsze części narzuty w jedną całość i zrobiłam przymiarkę na kanapę, żeby zorientować się ile jeszcze muszę doszyć. 




Poniżej zdjęcie bez lampy:


W trakcie szycia nie wiedziałam, że kwadraty ułożą się w takie fale. Efekt mnie zaskoczył, ale pozytywnie. To mi się podoba w takim szyciu. Teraz czeka mnie zrobienie obramowania. Nie wiem tylko czy wyrobię się przed świętami. 

Oczywiście dziewczyny musiały wypróbować kanapę  z przykryciem:


Narzuta wytrzymała test, to znaczy, że dość mocna jest.

Miałam jeszcze pokazać pierniki, które zrobiłyśmy i pomalowane bombki, ale picassa się zbuntowała i nie ma linków do internetu; nie ma w zasadzie nic oprócz zdjęcia.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz