wtorek, 7 grudnia 2010

A u nas pada...



...i pada. Gdyby nie to zimno, to nie byłoby tak najgorzej. Choć przyznam, że nie jestem wielbicielką zimy. Skoro o zimie zaczęłam...

Niedawno miałam okazję przeczytać wielce pouczający felieton na Wirtualnej Polsce. Poruszał on temat Irlandii i śniegu, i beznadziejności Irlandczyków oraz tego, jak to my, Polacy i Rosjanie jesteśmy przygotowani do zimy. Zapewne część z Was miała okazję do niego dotrzeć. Cóż. Kolejny autor, który trochę ubarwił rzeczywistość, żeby lepiej się sprzedał jego produkt. Przynajmniej ja to tak odebrałam. 
Owszem, zima zaskoczyła tu wszystkich, ale Pan Czerwiński to już przesadził. Podobno tylko Polacy i Rosjanie wychodzą na ulice i do pracy. Ja nie wiem gdzie Pan Cz. mieszka, bo u mnie, mimo śniegu, Irlandczycy pojechali do pracy. Pan Cz. wyśmiewa ich tańczące samochody, czemu ja się dziwię. Czy tak łatwo jest jeździć po śniegu i lodzie? Na letnich oponach? Sama dziś wpadłam dwa razy w poślizg, mimo, że bardzo uważałam. 
Właśnie, kolejny punkt - zimowe opony. Wyobraźcie sobie, że Irlandczycy nie używali czegoś takiego. Hmm... A dlaczego? Bo przez lata nie mieli zimy? Może pan Cz. powinien pojechać gdzieś do ciepłych krajów i tam popytać w sklepach samochodowych o sprzedaż opon zimowych? I wtedy, na podstawie przeprowadzonych rozmów, napisać kolejny prześmiewczy artykuł? 
Pan Cz. śmieje się, jak to irlandzkie samochody miały 3-krotnie dłuższą drogę hamowania:) A polskie nie? Ja, proszę Pana, jeździłam z odstępem 5 metrowym lub większym, od kogoś przede mną. Czy lepiej być ostrożnym, czy brawurowym? Jeździłam powoli(20km/h), a mimo to wśliznęłam się na rondo, bo hamowania nie było żadnego! Czy to takie śmieszne? 

Nie wiem skąd taki atak na wyspiarzy? Aż tak bardzo ich ten pan nie lubi? 
Pan Cz. wspomniał, jak to Irlandczycy odkurzali szczoteczkami do zębów swoje lśniące beemki. Owszem, maja dobre,nowe auta. Moje 11-letnie Renault jest tu totalnym staruszkiem, ale czy z tego powodu mam czuć zawiść do sąsiada, który jeździ tegoroczną Toyotą? Ja nie czuję, a z napisanych słów przebija jakby zazdrość. 
Podobno tubylcy nie wiedzą, że chodniki można posypać solą. Nie wiem, gdzie pan Cz. mieszka, ale nawet tu, w mojej niemalże wiosce, odciętej od świata, już rok temu, sąsiad - Irlandczyk - posypywał mi podjazd i chodnik solą, żebym przypadkiem nie pośliznęła się(wtedy byłam w 6 miesiącu ciąży). I wiecie co? Miał nawet specjalną sól, którą rozdawali w jednostce straży pożarnej. Wyjątek jakiś? 


Nie twierdzę, że pan Cz. pisze same dziwne rzeczy. Owszem, Irlandczycy są zaskoczeni zimą, ale czy to aż takie dziwne? Owszem, duża część nie pojechała do pracy, ale nie piszmy, że wszyscy zostali w domu! Jest im zimno, a nam nie? Ja np. marznę i jeśli mam wybierać: wyjść czy zostać, to zostaję w domu. 
Tak, nie radzą sobie z odśnieżaniem, z usuwaniem lodu, ale czy to aż tak dziwi??? Oni tu nie mają sprzętu, bo nie mieli takich zim. W Polsce też drogowców ciągle śnieg zaskakuje, to co mówić o Irlandii?  

A wiecie co mi się najbardziej nie podobało w całym felietonie? Używanie słowa "Irole". To było żałosne! Tak, wiem, część z nich mówi o nas "Polaczki" z pogardą. Rozumiem, że w takim razie zniżamy się do poziomu tych, co najniżej i mówimy tak samo? Czy o to chodzi Panu Cz.?  Ja nie lubię kiedy tak nas określają, ale sama też nie używam pogardliwych nazw. 

Ciekawa jestem, jak wiele osób przeczytało felieton i jak wiele z nich uwierzyło, że wszyscy Irlandczycy są tak beznadziejni? 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz