czwartek, 14 października 2010

Żeby nie było, że tylko smęcę...


...i smęcę, i niczym innym się nie zajmuję. 

Otóż wciąż próbuję ogarnąć dom. Jak już wiecie "orzechem" pomalowałam drzwi i furtkę - sąsiad szczerze mnie nienawidzi za to. Dlaczego? Bo jego żona - Claire - kiedy zobaczyła nasze drzwi, stwierdziła, że oni też myśleli o pomalowaniu i też muszą to zrobić. Za kilka dni Mark maluje drzwi wejściowe:)) Po czym wpadam znowu na Claire i rozmawiamy o cebulkach kwiatów, które posadziłam.  - No właśnie! - ja też o tym właśnie myślałam - mówi ona. Kilka dni później Mark zapiernicza ze szpadlem w ogródku(a kopanie nie jest tu łatwe, jak już wspominałam). Artur zaproponował, żebym zaczęła malować dom, wtedy na pewno sąsiad będzie szczęśliwy:) 
No tak, ale odbiegłam od tematu moich obecnych poczynań. Tym razem mają one miejsce w domu. Jak myślicie co robię?




W takim stroju to tylko można lakierować krzesła, prawda? Ewentualni robić coś innego, równie grożącego plamami. Nie mam jednak czasu na przebieranie, bo za pracę zabieram się w każdej wolniejszej chwili.




To już jedyne zdjęcia, które prezentują krzesła w stanie surowym - ta jaśniejsza część. 





Jak widać, Iza mi wszędzie towarzyszy. Lakiery są ekologiczne, bezzapachowe, więc mogę sobie pozwolić na taką pracę: z dzieckiem i w domu(a Mark na pewno jest szczęśliwy, że nie grożą mu kolejne niespodzianki). 

Tu podzielę się jeszcze moim doświadczeniem, które zdobywam podczas prac. Pierwsze dwa krzesła pomalowałam lakierem takim, jaki jest w puszce. Mimo, że bardzo się starałam, wyszły delikatne smugi - w miejscach, gdzie drewno "łyknęło" większą dawkę produktu. 
Następne dwa malowałam lakierem, który rozwodniłam - odlałam do słoiczka, dodałam wody, wymieszałam i takim "prawie mlekiem" potraktowałam. Wyszły idealne. Dopiero druga warstwa była czystym lakierem. Teraz jestem zadowolona z efektu. Szkoda, że nie posłuchałam tego, co producent zalecał, od początku. 
Ku pamięci odnotuję, że lakier jest firmy Ronseal, kolor średni dąb. 





Iza całkiem swobodnie przemieszcza się już po podłodze.


A tu jeszcze zdjęcia z siostrami:






Wyjątkowo moje najmłodsze dziecko nie sprzeciwia się noszeniu opasek. Przynajmniej w tej chwili. 


I jeszcze zdjęcie z mamą:



 Wiem, wyglądam niewyjściowo, ale to było takie pstryknięcie "na szybko", gdzie bardziej chodziło o Izę, niż o mnie. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz