wtorek, 12 października 2010

***




Minęło prawie pół roku od narodzin Izabeli. Pojawiam się z rzadka na blogu, bo choć jeszcze przez chwilę mam siostrę, to dosłownie nie wiem, gdzie włożyć ręce. Duża zasługa w tym pracy Artura. 
Każdy tydzień jest inny, bo pracuje w różnych miejscach. Zmiany ma tak ustalane, żebym ja w ciągu dnia miała samochód; jeśli jest problem z nockami, to znajdują miejsca niedaleko Portarlington i wtedy jestem dodatkowo kierowcą mojego męża. Najgorsze jest niewyspanie i ciągły bieg. Zakupy, bo trzeba jeść, zakupy, bo dziewczyny wyrosły nagle z rajstop - i to tak hurtem, obie. Do tego nieprzewidywane niespodzianki: urodziny, zaproszenie do czyjegoś domu, itp. 
Na szczęście próbujemy się zorganizować z Irlandkami. Zapewne ustalimy sobie, którego dnia, która z nas zabiera wszystkie dzieci i wiezie do szkoły. Kiedy zabraknie mojej siostry, taki plan będzie miał dla mnie ogromne znaczenie. Ranki są szczególnie upierdliwe, bo Iza chce jeść, pić i nie rozumie kompletnie nic. Gosia ciągle marudzi ze śniadaniami, a Monika milion razy zdąży powtórzyć, że nie chce iść do przedszkola. 

Ku pamięci odnotowuję, że Iza od dwóch tygodni wędruje po podłodze. Czołga się - dokładnie rzecz ujmując. Wczoraj zaczęła próby klękania, podciągania się na kolana, więc być może niedługo zacznie podnosić się na czworaka? 

Złamałam się i od 4 dni podaję jej wieczorem sztuczne mleko. Czy pomogło? Czy przesypia dłużej? Wcale, a wcale. Budziła się 12-1 w nocy, budzi się nadal. Próbuję ją przetrzymać, oszukać smokiem i nawet się to udaje na godzinkę czy dwie. Nie ma w każdym razie "cudu mlecznego", o którym wszyscy mnie zapewniali. Nawet pierwsza dawka nie podziałała na nią. Trudno. Nie zastrzelę się z tego powodu. 
W ciągu dnia pięknie zjada przetarte owoce, warzywa i zupki. A dziś dostała pierwszy raz troszkę jogurtu, jaki jedzą dziewczyny. Reakcja - zadowolenie i drżące z niecierpliwości rączki. Oczywiście ssie nadal cyca i to w zasadzie jest jej główne mleko, bo sztuczne daję tylko raz. Tym razem jednak nie wytrzymam chyba dwóch lat karmienia piersią. Tak przynajmniej teraz mi się wydaje. Jeśli Iza będzie chciała zrezygnować wcześniej, nie widzę przeszkód. Jestem po prostu zmęczona, zmęczona, zmęczona... 

Nie czytam, prawie nic nie robię na szydełku czy drutach(co najwyżej szalik czy opaskę, ale i tak zajmuje mi to tygodnie), czasem obejrzę film. Wysilam umysł, żeby zapewnić rozrywkę Gosi i jej koleżankom: Evie i Abby, kiedy przychodzą do nas. Plusem jest to, że potem Gosia znika na całe popołudnia:)) 

Ciągle powtarzam sobie - jeszcze tylko rok, dwa i wszystko się ułoży... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz