niedziela, 5 września 2010

Trawa rośnie



Nagle, po ponad tygodniu wspaniałego lata, oziębiło się. Deszcz, wiatr... Całe szczęście, że udało mi się pomalować choć raz drzwi i furtkę do ogrodu, ale po kolei.

Najpierw pokażę, jak pięknie wyrosła mi trawa. Jestem z niej dumna, bo to mój pierwszy założony własnoręcznie - od początku do końca - trawnik.



Oczywiście chwasty już na nim królują, ale nie zamierzam włosów z głowy rwać. Mchu i chwastów z trawnika nie zwalczę, poza tym nikt tu z tym nie walczy. 


Jestem zachwycona tegorocznymi lobeliami. Zarówno te kolorowe, jak i fioletowe, rosną i kwitną przepięknie. 



Te poniżej kwitną już od połowy kwietnia.


Werbena trochę podupada, ale myślę, że do zimy wytrzyma.


Teraz kolejna rzecz: odnowione drzwi:


Na razie położyłam tylko jedna warstwę lakieru, ale już wyglądają lepiej. Jak tylko pogoda dopisze, polakieruję jeszcze przynajmniej raz. Plusem zakupionego lakieru jest jego szybciutkie schnięcie i bezzapachowość. 


Furtka na tyłach też doczekała się zabezpieczenia(widok od strony parkingu):


Też na razie tylko jedna warstwa, ale nie mogłam od siebie za dużo wymagać, bo i tak trzeba było ją całą szlifować. Ręce mi prawie odpadły, a Iza straciła cierpliwość tuż pod koniec pracy.


Z drugiej strony - od strony ogrodu - ta sama furtka ma kolor zielony: 


Taką farbę dostałam wczesną wiosną. Nie jestem nią zachwycona(kolorem znaczy) ale wolałam taką, niż czarną lub soczyste rudości i żółcie. Jak widać fragment wciąż czeka na dokończenie. 

Furtka miała pasować do ogrodzenia, stąd dwoistość jej natury:


Ogrodzenie zielone, nawet nie tak tragiczne, jak początkowo myślałam. Siostra pociesza mnie, że zawsze mogę dokupić ciemniejszą zieleń i namalować na płocie jakieś krzewy, czy coś. Jednym słowem stworzyć obraz. Oczywiście to tylko nasze żarty. Przed zakupem tejże farby, marzyła mi się transparentna, która zostawiłaby widoczne słoje drewna; niestety, nie była na naszą kieszeń, biorąc pod uwagę ilość metrów kwadratowych. Nie ma co narzekać. Zawsze mogło być gorzej. Teraz muszę tylko zastanowić się, co zrobić z tymi obleśnymi betonowymi słupkami.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz