poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Turlanie i "szpadlowanie"


Dwa dni temu Iza po raz pierwszy przekręciła się na brzuch. Za tydzień skończy 4 miesiąc, więc póki co, zaczęła robić to najszybciej spośród moich dziewczyn. 


Co poza tym? 

Nadszedł czas na zmiany. Zmiany w ogródku. 
Przyznam, że miałam ogromną satysfakcję, kiedy przechodnie wyrażali słowa podziwu dla moich kwiatów, zachwycali się efektem, który osiągnęłam na tak małej powierzchni. Jeden z naszych sąsiadów - tych dalszych - powiedział, że chodzi tędy z psem na spacer i zawsze lubi oglądać mój ogród. 


Dwa dni temu przed domem zaszła zmiana. Tym razem trochę zszokowałam ludzi, którzy przechodzili obok niego. Dlaczego? Otóż zlikwidowałam cały groszek pachnący i wszystko inne obok, a po drugiej stronie usunęłam nasturcje. Zrobiło się pusto. Nagłość tej decyzji poraziła niektórych.


Zapewne wszystko rosłoby sobie jeszcze jakiś czas w stanie niezmienionym, ale zakupiłam powojnik i koniecznie musiałam go wsadzić do ziemi. Żeby to zrobić, trzeba było usunąć całą trawę i chwasty. W tej chwili pozostało mi jeszcze do "przerobienia" około pół metra zbitej ziemi, pełnej gruzu i kamieni. A to, co zrobiłam wygląda tak:




Siostra stwierdziła, że teraz mam piękny grób przed domem. Nawet ma odpowiednio usypany bok. Wszystko dlatego, że chcę wstawić tam border, który zabezpieczy wypływanie ziemi z ogródka na chodnik. Do tego jednak potrzebuję przekopać pozostały pasek ziemi, a dziś się na to nie zanosi - zaczęło padać. 
Oczywiście ziemia zostanie wyrównana w odpowiednim czasie. 


Druga strona na razie też wygląda biednie, bo kwiaty - lobelie - dopiero co włożyłam i muszą one ochłonąć, zanim zaczną "wyglądać". 



 


Generalnie jestem zadowolona z efektu. Tym bardziej, że nie spodziewałam się, że uda mi się przekopać ten pas ziemi. Nie wyobrażacie sobie, jak była twarda! Wbijałam szpadel i skakałam na niego, żeby choć trochę się zagłębił. Doprowadzenie do porządku tego malutkiego kawałeczka zajęło mi ponad dwie godziny ciężkiej pracy. I wiem co mówię, bo nie takie obszary przekopywałam szpadlem. Kiedy sobie pomyślę, że druga strona to około 5-6 razy tyle... Nie wiem kiedy podejmę ryzyko:) 

Natomiast w chwilach, kiedy dzieci śpią, czytam książkę H. Mankell'a "Faceless killer"



Na robótki na razie szkoda mi czasu, który mogę spędzić na zewnątrz. Próbuję wykorzystać pogodę, póki jest.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz