niedziela, 22 sierpnia 2010

Slieve Bloom Mountains po raz trzeci


Tydzień minął od naszej ostatniej wizyty w górach, ale dopiero dziś mam czas na pisanie.

 Tym razem Artur postanowił, że pojedziemy od innej strony. Włączyliśmy gps i ruszyliśmy. W trakcie okazało się, że trasa została zamknięta, ze względu na przebudowę mostu. Droga była tak wąska, że nie było opcji zawrócenia. Musieliśmy jechać tylko do przodu. Za chwilę okazało się, że zabraknie nam benzyny. Fajnie, w środku "niczego", z trójką dzieci i bez paliwa... Na szczęście dojechaliśmy do najbliższej stacji, zatankowaliśmy i ja, szczerze mówiąc, skłonna byłam wrócić do domu. Artur jednak postanowił jechać dalej, żeby znaleźć ten wjazd w góry. Po trzech godzinach jazdy bezdrożami - takimi jak ta trasa - dodam, że jedna z większych dróg, zwana N81(zdjęcie poniżej)...




...zaczęliśmy piąć się w górę. My, to znaczy samochód. I tu kolejna niespodzianka. Po pół godzinnej jeździe serpentynami pod górę, samochód zaczął tracić moc. Pięknie! - pomyśleliśmy. To jeszcze gorzej, niż poprzednio, bez benzyny. Teraz byliśmy w górach, w totalnej pustce, z dziesięcioma kanapkami i 3 litrami wody:) Zatrzymaliśmy się na jednym z zakrętów, wyłączyliśmy silnik i zaczęliśmy piknik na skraju, nad przepaścią. 
Po chwili nadjechał samochód z gór. Zatrzymał się i ludzie pytali, czy wszystko w porządku, czy nie potrzebujemy jakiejś pomocy? Zapewnili, że jeszcze kawałek brakuje nam do osiągnięcia szczytu, a tam... czekają nas piękne widoki. 
Odpaliliśmy samochód i ruszyliśmy. Na szczęście nasz renault chyba potrzebował chwili oddechu po wspinaczce, poprzedzonej 3 godzinną jazdą, bo pojechał już normalnie.

A w górze było już to:




I zbocze z wrzosami:




A wśród wrzosów jagody. Dziewczyny zaczęły je zbierać:




...i zbierać...



... a potem ręce wyglądały tak:



Dojechaliśmy do granicy dwóch hrabstw:



Ja podziwiałam ogromne świerki:


Ich falujące na wietrze gałęzie, przypominały mi drzewa w Norwegii. Tak samo wielkie i piękne. I kiedy stałam tak pośród nich - tych w Norwegii i tych tutaj - czułam, jak mali i niepozorni jesteśmy my, ludzie.

Podsumowanie wizyty w górach: tam, gdzie można dotrzeć w ciągu 30-40min, my jechaliśmy ponad 3 godziny:) Co prawda zobaczyliśmy sporo więcej, przeżyliśmy małe ataki serca, ale było fajnie. Teraz Artur planuje podróż do Glendalough - Doliny Dwóch Jezior.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz