poniedziałek, 15 marca 2010

To, co pod sufitem i inne sprawy




Dziś pokażę żyrandol w naszej sypialni. Jeden z nielicznych, który miał szczęście zawisnąć, w przypływie natchnienia mojego małżonka:))









Oczywiście przesadziłabym mówiąc, że tylko to zostało zrobione. Dziś stanęło łóżko dla mojej siostry, a tydzień temu szafa. Niemniej jednak żyrandole zakupione do kuchni i korytarza, leżą w pudełkach, w częściach i mają się dobrze. 

Kolejna rzecz dla mnie bardzo ważna - samochód dostał certyfikat NCT! Mam już papierowy dysk włożony za szybę i mogę spokojnie odetchnąć i jeździć dalej. 


Byłam też na wizycie u pielęgniarki. Wszystko jest w najlepszym porządku. Dziecko leży głową w dół, brzuch opuszczony mocno, moja waga  w normie - 11kg. Końcówka 8 miesiąc - brak opuchlizny na nogach, rękach i tylko coraz mocniejsze ciśnienie w dole - wiecie, o co chodzi:)) Do tego dobry poziom żelaza. Sean powtórzył dzisiaj, że dobrze by było, żebym wytrzymała te dwa tygodnie, a potem...mogę rodzić. Tak sobie jednak myślę, że teraz wszystko "pognało" do przodu, a potem okaże się, że dotrwam do terminu, a może go nawet przekroczę.
Tak naprawdę jednak, wolałabym już urodzić. Nienawidzę bycia w ciąży. Nie lubię tych wszystkich zmian, dodatkowej wagi, nawet jeśli wciąż słyszę, że to normalne. 
I tak muszę przyznać, że tym razem jakoś wszystko idzie lepiej. Ja sama czuję się nieporównywalnie dobrze. Może dlatego, że część tego okresu, to były różne załatwienia, zakupy, jeżdżenie i nie miałam czasu na myślenie o sobie? Dom nas pochłonął. Wiele rzeczy spadło na mnie samą i musiałam to przejść. Dni i tygodnie mijały i tak dobijam do końcówki. Wiele na pewno pomógł samochód - myślę, że to dzięki niemu nie puchną mi nogi - nie mam tak obciążonego organizmu przez chodzenie, a wszystko jest zrobione(przez to jestem spokojna i zrelaksowana). 
Pomóc mogły też moje przedciążowe treningi - bieganie i pływanie. Jogging skończyłam w trzecim miesiącu, a pływanie około piątego i to tylko ze względu na brak stroju. A może też moja dieta jest inna niż kiedyś? Na pewno piję mnóstwo wody, niegazowanej i gazowanej, bo często mam ochotę na bąbelki. Tu muszę dodać, że mój małżonek przestał pić słodzone napoje gazowane, a dołączył do mojej wody i efekty są w postaci utraconych ponad 5 kg! 

Mniejsza o to, co wpłynęło na mój stan, tak dobry obecnie, czekam na wielki finał i mam nadzieję, że nastąpi on już niebawem. 

Tymczasem znikam, bo dziś oglądam w  końcu "New moon" czyli "Księżyc w nowiu".  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz